-

boson : nihil est sine ratione

Enigma w XVI wieku i oliwski opat co szyfry jak zapałki łamał

Szyfrowano jak świat światem, ale to w XVI wieku rozpoczął się prawdziwy na tym polu wyścig zbrojeń który dzisiaj osiągnął swoje apogeum. Prekursorami nowoczesnych metod byli Włosi, ale to Francuzi zasłynęli największą w tym maestrią (le grand Chiffre). Anglicy obudzili się na dobre w 1577 kiedy dostali od Holendrów odszyfrowane plany hiszpańskiej inwazji (przekazane do Londynu przez opiekuna Filipa SidneyDaniela Rogersa). Okazało się, że ci zawzięci kalwiniści przekazywali całą przechwyconą zaszyfrowaną korespondencję Hiszpanów wybitnemu kryptologowi Filips van Marnix, sekretarzowi samego Wilhelma Orańskiego. W rezultacie Walsingham natychmiast utworzył w Londynie specjalną szkołę kryptologii pod kierownictwem niejakiego Thomasa Phelippesa, którego zaraz wykorzystał do zmontowania rzekomego spisku Babingtona i dekapitacji królowej Marii...  

Rzplta była w tej materii dość zapóźniona aż do czasów Hackiego, opata Hackiego co Francuzów złamał... 

Polski Słownik Biograficzny: "Hacki Michał Antoni (ok. 1630-1703), sekretarz Jana III Sobieskiego, opat oliwski, dyplomata, autor pism religijno-ascetycznych i panegiryków.

Był synem bydgoskiego mieszczanina Piotra Hacke, ale wspólnie z bratem, jezuitą Janem Franciszkiem zmienił nazwisko na Hacki. W 1646 r. wstąpił do zakonu cystersów w Oliwie; studiował w Braniewie i w Belgii, gdzie schronił się podczas Potopu szwedzkiego. Po powrocie do kraju w 1660 r. został przeorem klasztoru oliwskiego, jednocześnie wstąpił na służbę u byłej królowej szwedzkiej Krystyny i w czasie bezkrólewia po abdykacji Jana Kazimierza popierał jej kandydaturę do tronu Rzeczypospolitej.

Za panowania Jana III Sobieskiego uzyskał godność sekretarza królewskiego, służąc władcy w misjach dyplomatycznych. W 1680 r. otrzymał koadiutorię opactwa (mimo oporu szlachty pruskiej, sprzeciwiającej się jego kandydaturze ze względu na mieszczańskie pochodzenie i brak indygenatu pruskiego), a w 1683 r. został opatem oliwskim, sprawował również funkcję komisarza gdańskiej i elbląskiej komory palowej.

Dzięki wyjątkowym zdolnościom odczytywania szyfrów oddał znaczne usługi dworowi królewskiemu, m.in. w 1683 r. doprowadził do skompromitowania przywódcy stronnictwa profrancuskiego, podskarbiego koronnego Andrzeja Morsztyna, przyczyniając się do zawarcia antytureckiego przymierza z cesarzem. Wspólnie z bratem uczestniczył w kampanii wiedeńskiej. W czasie sejmu 1688/89 r. wbrew żądaniom króla, pod naciskiem nuncjusza papieskiego, odmówił złamania szyfru w korespondencji między opozycjonistami a dworem wiedeńskim, ale już w 1690 r. ułatwił przejęcie i odcyfrowanie listów agentów francuskich. Prawdopodobnie starał się o pensję francuską: w 1692 r. chwalił się przed ambasadorem Francji Vidame d’Esnevalem swoimi umiejętnościami, a w 1697 r. przyjął w klasztorze oliwskim orszak króla-elekta, Franciszka Ludwika de Bourbon, ks. Conti. Po koronacji Augusta II Wettina zaprzestał działalności politycznej. Zmarł 4 III 1703 r."

__

W porównaniu z Krystyną, Jan Sobieski był zupełnie innym człowiekiem. Rzeczowy, zdecydowany, twardo stąpający po ziemi przywódca, od razu docenił rozliczne talenty Hackiego. Nie minęły nawet dwa lata od czasu, jak zasiadł na polskim tronie, a już uczynił go swym sekretarzem. Hacki redagował niektóre listy, sortował napływającą korespondencję, często też brał udział w poufnych misjach dyplomatycznych. Wreszcie miał też okazję wykazać się swymi kryptograficznymi umiejętnościami. Zdołał rozszyfrować kilka obcych pism dyplomatycznych i tym sposobem stał się wymarzonym kandydatem na szefa "czarnego gabinetu" Jego Królewskiej Mości.

Swojemu "czarnemu gabinetowi" Sobieski nigdy nie nadał formy instytucjonalnej, a mimo to dysponował on całą siecią obrotnych i dobrze wyszkolonych agentów. Działali oni na ogół wzdłuż wszystkich najważniejszych szlaków komunikacyjnych Rzeczpospolitej, a ich zadaniem było zdobywanie wszelkimi sposobami pism o znaczeniu politycznym.

W tamtych czasach dokumenty takie przesyłano przeważnie za pośrednictwem kurierów, którzy korzystali z międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa. Oficjalnie nikt nie miał prawa ich tknąć, ale nieoficjalnie zawsze mogli przecież paść ofiarą jakichś "zbójców". Mało to wtedy było band zbójeckich w Europie? "Czarny gabinet" czasami korzystał z ich usług, chociaż przeważnie posługiwano się własnymi, specjalnie szkolonymi agentami. Przemocą wydzierali oni kurierom przesyłki dyplomatyczne, po czym wprawnie zacierali ślady swojej działalności. Aby nikt ich nie zdemaskował, mordowali kurierów, po czym pozorowali rabunek, porzucając gdzieś ich obrabowane i odarte z szat zwłoki.

Do Hackiego trafiała większość przejętej w ten sposób korespondencji i to on dokonywał jej selekcji. Oceniał jej wartość polityczną, sporządzał streszczenia i wyciągi. Najtrudniejszą czynnością było łamanie szyfrów, którymi posługiwały się służby dyplomatyczne obcych państw, ale w tej dziedzinie opat Hacki nie miał sobie równych.

"Wszystkie trzy [depesze] odcyfrowałem, nie mając ani kluczy, ani żadnej wiadomości uprzedniej. Król kazał, przeżegnałem się więc, ukląkłem, odmówiłem Veni Creator, aby Duch Święty zechciał mię oświecić w służbie dla mego pana i poszło dobrze. Klucz był bardzo łatwy. Umówiony znak stanowiła liczba 13. Według niej należało posuwać się przez alfabet" - raportował do króla. I dalej: "...ci panowie Gravelle i Du Theil nie warci byli żadnego szacunku, więc jakem się zabrał do odcyfrowania ich listów, to odgadłem wszyściutkie". "Dłużej biedziłem się nad cyfrą [czytaj szyfrem] używaną przez Vitry'ego... ale dawałem sobie radę i z nią, bo też we wszystkich cyfrach francuskich powtarza się pewna regularność, występująca na jaw nawet w cyfrach, które się umyślnie układa najnieprawidłowiej: jeżeli zmieszać sylaby w jednej kolumnie, wówczas to samo zachodzi w innych kolumnach zaczynających się od innych samogłosek" - tak Hacki informował króla o swych kryptograficznych sukcesach.

* * *

Trudno powiedzieć kiedy pełen tajemnic mnich został szefem "czarnego gabinetu" Jana III Sobieskiego, skoro gabinet ten nigdy nie miał charakteru odrębnej instytucji. Musiało to jednak być przed 1683 rokiem, kiedy to król rozgromił Turków pod Wiedniem i kiedy to Hacki został opatem w Oliwie. Funkcję tę otrzymał oczywiście dzięki wstawiennictwu dworu królewskiego i po stłumieniu szlacheckich protestów.

Wątpliwe, by awans ten był dziełem przypadku, skoro z paru względów miał on swoje racjonalne uzasadnienie. Z jednej strony, godność oliwskiego opata była znakomitą przykrywką dla tajnej działalności szefa służb wyspecjalizowanych w przechwytywaniu i rozszyfrowywaniu tajnych przesyłek dyplomatycznych. Niewielu ludzi mogło przecież domyślić się, że duchowny zajmuje się tak mało uduchowionym zajęciem. Z drugiej strony, Oliwa, a raczej pobliski Gdańsk, był doskonałym punktem dla działań szefa "czarnego gabinetu". W Rzeczpospolitej było niewiele szlaków pocztowych, a przez Gdańsk przebiegał ten najistotniejszy. Prowadził on do najważniejszych ośrodków politycznych w kraju.

Rezydujący w Gdańsku generalny pocztmistrz Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant, Paweł Grotta oraz jego pomocnik Richter, byli ludźmi króla. Na jego polecenie zatrzymywali wszelkie interesujące dokumenty, po czym przekazywali je Hackiemu. Ci trzej panowie przez lata tworzyli doskonale współdziałający triumwirat, dla którego nie było takich tajnych przesyłek, skrytek na dokumenty i szyfrów, do których nie potrafiliby się dobrać.

W 1681 r. wykryli istnienie brandenbursko-francuskiego spisku wymierzonego przeciwko królowi. To oni w 1683 r. ujawnili knowania Jana Andrzeja Morsztyna i dyplomatów francuskich w Polsce przeciwko sojuszowi polsko-austriackiemu. To oni też wreszcie, w 1687 r., odkryli spisek Sapiehów z dworem w Berlinie, wymierzony przeciwko królewskim próbom wzmocnienia władzy wykonawczej w Polsce.

* * *

Przy okazji swej tajnej działalności na rzecz króla, opat Hacki zdobył sobie zarówno szacunek, jak i liczne grono zaprzysięgłych wrogów. Najbardziej dał się we znaki Francuzom, których korespondencję dyplomatyczną z pomocą poczty gdańskiej kontrolował najbardziej sumiennie. W 1683 r., po ujawnieniu tajnych knowań dyplomacji francuskiej, musiał opuścić Polskę wspomniany już wcześniej ambasador de Vitry, a dziewięć lat później dwaj inni dyplomaci króla Ludwika XIV, Gravelle i Du Theil. Wszystkie te zdarzenia sprawiły, że obie strony odnosiły się do siebie z nieukrywaną niechęcią.

* * *

Błyskotliwa kariera opata zakończyła się, tuż przed śmiercią Sobieskiego, zagadkowym skandalem. W marcu 1696 roku zdrowie króla zaczęło się gwałtownie pogarszać, Hacki doprowadził więc do sprowadzenie specjalnego lekarstwa aż z Wiednia. Sobieski chciał lekarstwo od razu zażyć, ale ambasador francuski Polignac doradził, by wcześniej miksturę sprawdzono. Lek podano nieuleczalnie chorej kobiecie z pobliskiego przytułku i gdy ta wkrótce potem zmarła wśród strasznych męczarni, Francuzi rozgłosili, że opat chciał króla otruć. Za ich sprawą prasa europejska doniosła nawet, że za ten zamach otrzymał on wynagrodzenie w postaci diamentowego krzyża i 1000 dukatów w złocie.

Po tym zdarzeniu Hacki zaszył się w swym oliwskim ustroniu i całkowicie zerwał z polityką. Mimo to, znalazł sposobność, aby zemścić się na Francuzach. Krótko po śmierci Sobieskiego, w 1697 r., przypłynęła do Oliwy flota, która przywiozła francuskiego kandydata do polskiego tronu, księcia Contiego. Hacki przyjmował go wielokrotnie w klasztorze i traktował z wielką uprzejmością, ale potajemnie słał dokładne relacje z poczynań Francuzów jego konkurentowi do korony. Był nim książę saski i późniejszy król Polski August II Mocny.

https://historia.trojmiasto.pl/Szpiegowskie-tajemnice-opata-Hackiego-n46565.html

__

*) „Założone w 1186 roku opactwo oliwskie o regule cysterskiej należało do największych i najbogatszych w dawnej Polsce, a dochód opata w połowie XVII wieku szacowany był na ponad 33 tysiące florenów rocznie, nie licząc dochodu konwentu. Dla porównania dodajmy, że roczne zarobki wyrobników w tym czasie osiągały wysokość 32-36 florenów. Do połowy XVI wieku klasztor oliwski podlegał położonemu na Pomorzu Zachodnim opactwu w Kołbaczu jako macierzystemu, tamtejszy bowiem klasztor, należący do prowincji pomorskiej, przysłał do Oliwy pierwszych zakonników.

W XVI wieku doszło do zasadniczej zmiany, spowodowanej zwycięstwem reformacji. W 1534 roku zakonnicy w Kołbaczu przyjęli luteranizm, a klasztor uległ kasacie. Jego ostatni opat został pastorem. W cztery lata potem, w 1538 roku, sejm piotrkowski przyjął konstytucję dopuszczającą do stanowiska opata wyłącznie szlachtę. Wynikało to z faktu, że początkowo protestantyzm szerzył się wśród niższych warstw społecznych, przede wszystkim wśród mieszczaństwa, a najwięcej zakonników rekrutowało się z tego stanu. Obawa przed mieszczańskim opatem, który w każdej chwili mógł zrzucić habit, podobnie jak to uczyniło wielu zakonników z gdańskich klasztorów (w przypadku np. franciszkanów klasztor przestał istnieć) i doprowadzić do rozwiązania konwentu, to nie jedyny, choć może najistotniejszy powód uchwalenia tego prawa. Niemniej ważna była sfera materialna: opactwo było sposobem na wystawne, nie zawsze bogobojne życie. Z chwilą wejścia w życie konstytucji z 1538 roku zmieniła się procedura wyboru opata. Już nie konwent, a król i biskup diecezjalny rekomendowali konwentowi kandydata na opata. Urząd opata oliwskiego stał się stanowiskiem politycznym, wyznaczani opaci realizowali tu politykę królewską; wystarczy wymienić Kacpra Geschkaua, Dawida Konarskiego czy Jana i Aleksandra Grabińskich.

Michał Antoni Hacki pochodził ze stanu mieszczańskiego. W świetle obowiązującego prawa nie mógł zatem kandydować do urzędu opata. Zagadką pozostaje, dlaczego nie starał się o nobilitację, dlaczego z własnej inicjatywy nie nobilitował go Jan III Sobieski. W historii opatów oliwskich były przypadki nadania szlachectwa wywodzącym się ze stanu mieszczańskiego kandydatom do urzędu (Kacper Geschau, Lambert Schlieff). Zasługi o. Michała dla Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie były mniejsze niż Kacpra Geschkaua, a na pewno znacznie większe niż Schlieffa. Nie byłoby więc problemu z uzyskaniem szlachectwa. Czy zatem miała wystarczyć tytularna godność opata w Kołbaczu, otrzymana z rąk eks-królowej szwedzkiej Krystyny? Odpowiedzi na te pytania jak dotąd nie ma. A przecież o. Michał nie był człowiekiem skromnym, wręcz przeciwnie, znał swoją wartość, zamierzał też sięgnąć po godność opata. W marcu 1679 roku kandydował na urząd opata w Pelplinie. Prócz niego o stanowisko to ubiegało się jeszcze dwóch profesów klasztoru oliwskiego: Ludwik Łoś i Kazimierz Białobłocki. Ci ostatni wywodzili się ze szlachty pomorskiej. Konwent pelpliński w wolnym wyborze, bo tym razem król Jan III Sobieski nie skorzystał ze swoich uprawnień i nie wskazał kandydata, powierzył swoje opactwo Ludwikowi Łosiowi. To pośrednio potwierdza naszą opinię, że opactwo oliwskie miało dla Rzeczpospolitej szczególne znaczenie. W przypadku Oliwy królowie nie „odpuszczali”, forsując swoich kandydatów, nieraz wbrew konwentowi. Jeszcze w tym samym roku, 14 grudnia, z rekomendacji króla Jana o. Michał Hacki został koadiutorem opata oliwskiego Krzysztofa Łoknickiego. W kilka dni później 26 grudnia wziął udział w uroczystości benedykcji opata pelplińskiego Ludwika Łosia, podczas której wygłosił kazanie.

Opat Hacki zmarł 4 marca 1703 roku i został pochowany w krypcie kościoła klasztornego (obecnej katedry). Jego zasługi tak dla Rzeczpospolitej, jak i dla klasztoru, a także Kościoła są nie do przecenienia. O jego dokonaniach będziemy jeszcze mówić. Współczesny mu Georg Schwengel, przeor kartuzów w Kartuzach, nazywa go „mężem nieśmiertelnej sławy, którego imię jest błogosławieństwem” (Vir immortalis gloriae cujus nomen in benedictione est).”

__

**) "Opat Hacki prawie połowę ze swojego długiego, niemal sześćdziesięcioletniego, życia zakonnego spędził poza macierzystym klasztorem. Wypada zatem zapytać, jak wyglądało życie duchowe o. Michała, szczególnie w kontekście pełnionych przez niego urzędów świeckich. W źródłach oliwskich, przynajmniej do 1679 roku, niewiele na ten temat można znaleźć. Dlatego początki jego kariery zakonnej wydają się nieco tajemnicze, a my skazani jesteśmy na domysły i zastanawianie się, co robił między 1655 a 1663 rokiem. Z 1655 roku pochodzi bowiem ostatnia wzmianka w annałach oliwskich, z której dowiadujemy się, że w obliczu wojny ze Szwedami Michał Antoni Hacki, wraz z czterema jeszcze mnichami, w cywilnym przebraniu, został wysłany 4 września drogą morską do Amsterdamu. Stamtąd zakonnicy mieli udać się do jakiegoś klasztoru belgijskiego. W marcu 1656 roku otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Antwerpii. Tyle wiadomo.

Jako przełożony konwentu opat Hacki dbał o życie duchowe mnichów i pilnował dyscypliny zakonnej, co wcale nie było łatwe. Trzeba bowiem pamiętać, że zgromadzenie zakonne to galeria osobowości o różnych temperamentach i upodobaniach. Nie każdy zakonnik łatwo podporządkowywał się regule i łamanie obowiązujących norm wcale nie było rzadkie. Nie inaczej było w klasztorze oliwskim, gdzie obok bogobojnych mnichów spotykać można było takich, którzy spędzali czas w karczmie, nadużywając trunków, niekiedy, o zgrozo, w towarzystwie niewiast. W Oliwie znalazło się nawet dwóch trucicieli. W 1584 roku opat Kacper Geschkau został otruty przez swojego kamerdynera, a przeora Filipa Adlera w latach 90. XVI wieku jeden z mnichów, zazdrosny o jego urząd, próbował otruć pięciokrotnie. Przypadki niezadowolenia z powodu nadawania przez opata urzędów klasztornych (najczęściej intratnych) były znacznie częstsze, powodując niekiedy bunt tych, którzy czuli się pomijani. Zdarzały też się przypadki zbiegostwa z klasztoru. Nie każdy mnich potrafił wytrzymać w surowej regule cysterskiej, próbował wówczas ucieczki, jeśli się nie powiodła ponosił karę. Najczęściej karano więzieniem o chlebie i wodzie, znajdującym się na terenie klasztoru lub chłostą.”

__

***) ”Hacki dysponował, jako chyba jedyna osoba w ówczesnej Polsce, rzadką umiejętnością łamania szyfrów stosowanych z reguły w korespondencji dyplomatycznej. Na tym polu oddał królewskim interesom usługi wprost nieocenione, walnie kompromitując w 1683 r., podczas obrad sejmu warszawskiego, szefa opozycji Andrzeja Morsztyna. Wówczas Hacki, przy współudziale poczmistrza polskiego w Gdańsku, Gratty, przechwycił listy ambasadora francuskiego w Polsce Vitry’ego, inspirującego Morsztyna. Odcyfrowanie tej korespondencji postawiło Morsztyna w stan oskarżenia o zdradę stanu (w efekcie musiał opuścić Polskę i wyjechać do Francji) i zdemaskowało całą akcję opozycji profrancuskiej. W tymże roku Hacki uczestniczył w kampanii wiedeńskiej, odbywając spod Wiednia poufną misję do cesarza Leopolda I („Ks. Hacki nasz nieborak opat biegał z listem moim do cesarza aż do Lincu z nowiną przeprawy przez Dunaj” – pisał król do Marysieńki znad Dunaju 24 września 1683 r.). Sekretarz królewski jako utalentowany deszyfrant stał się groźny dla wszystkich nieprzyjaznych Rzeczpospolitej dyplomatów; sztuką swoją posługiwał się w zasadzie w interesie królewskim, chociaż nie jest wykluczone, iż ulegał też innym inspiracjom. Jego umiejętności sparaliżowały na pewno wiele intryg dyplomacji francuskiej, gdyż nowy ambasador Polignac (1693) nie darmo starał się pozyskać opata oliwskiego dla polityki Króla–Słońce (u dyplomatów francuskich Hacki miał zresztą opinię nierzetelnego szarlatana).

W 1695 r. Hacki znów posłował w tajnej misji do cesarza. W 1697 r., po śmierci Sobieskiego, Hacki przyjął w Oliwie orszak francuskiego elekta, księcia Conti, co nie mogło spotkać się z aprobatą Augusta II; odtąd rola polityczna opata była skończona.”

__

****) „Ostatecznie zwyciężył Wiedeń wspierany przez Stolicę Apostolską. W 1679 r. Sobieski porzucił plany bałtyckie i skoncentrował się na próbach, nieudanych zresztą, stworzenia ligi chrześcijańskiej przeciwko Turcji. Wysłane przez sejm tego roku poselstwa do Francji, Anglii, Austrii, Wenecji, Rzymu i Moskwy nie dały rezultatu, ale wzbudziły czujność Ludwika XIV przeciwnego tym planom. Austria, która z rezerwą odnosiła się do pomysłu Sobieskiego, zmieniła zdanie, gdy Turcja zakończyła zwycięską wojnę z Moskwą, podpisując 13 stycznia 1681 r. rozejm w Bachczysaraju. Rozpoczęły się rozmowy polsko-wiedeńskie, co zaniepokoiło Francję i jej agentów z Janem Andrzejem Morsztynem, podskarbim wielkim koronnym, na czele. Skupione wokół niego stronnictwo profrancuskie zamierzało nie tylko storpedować działania dyplomacji austriackiej, ale także doprowadzić do detronizacji króla.

Poczynania przeciwników kontrolował Michał Hacki. Było to możliwe dzięki temu, że zgodnie z umową poczta z Polski przechodziła przez Gdańsk. Zwierzchnikiem gdańskiej poczty był Paweł Gratta, generalny pocztmistrz Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant. To on otwierał i kopiował szyfrowane listy ambasadorów francuskich, a ich odczytywaniem zajmował się Hacki. W ten sposób Sobieski miał pełną wiedzę o poczynaniach przeciwników. Wiosną 1683 r., kiedy sejm miał zatwierdzić przymierze z Austrią, opozycja zamierzała zerwać obrady.

Podczas debaty frakcja francuska została zdemaskowana. Morsztyna obwiniono o zdradę stanu i nadużycia finansowe. 1 kwietnia 1683 r. przymierze zostało zatwierdzone. Cesarz zobowiązał się wyrzec pretensji do tronu polskiego oraz wypłacić 1 200 000 zł na koszty wojenne. Polska miała wystawić 40-tysięczną armię i wspólnie prowadzić działania wojenne przeciwko Turcji. Protektorem przymierza był papież.

Nie wiemy i chyba nigdy nie dowiemy się, jaką rolę w przeorientowaniu polityki króla Jana odegrał niepozorny mnich oliwski. Pytanie to nasuwa się samo, nie tylko z powodu jego przynależności do stanu duchownego, a tym samym nadrzędnej podległości Stolicy Apostolskiej, niewątpliwych kontaktów osobistych z papieżem, zapoczątkowanych w okresie gdy był kapelanem i jałmużnikiem królowej szwedzkiej Krystyny, ale przede wszystkim z powodu obecności na – nazwijmy to umownie – „listach płac” dworu wiedeńskiego. Po raz pierwszy pojawia się w wykazie tajnych ekstraordynaryjnych wydatków kancelarii cesarza 3 maja 1683 r. Otrzymał wówczas tysiąc florenów reńskich. Taką samą sumę otrzymał 28 czerwca tego roku.”

______

*) http://www.wilanow-palac.pl/michala_hackiego_droga_do_opactwa.html

**) http://www.wilanow-palac.pl/zycie_zakonne_michala_hackiego.html

***) http://www.wilanow-palac.pl/michal_antoni_hacki_krolewski_dyplomata_i_deszyfrant.html

****) http://www.wilanow-palac.pl/tajny_sekretarz_krola_jana.html



tagi: imperium  niemcy  rzeczpospolita  polska  francja 

boson
3 lutego 2019 11:51
11     819    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
boson @boson
3 lutego 2019 13:00

Po powrocie do kraju (1660) został przeorem macierzystego klasztoru w Oliwie, ale poświęcił się działalności dyplomatycznej. Jan III Sobieski powierzył mu funkcję swego sekretarza i używał do niektórych misji dyplomatycznych, często poufnych. I tak np. w latach 1676 – 1677 Hacki jeździł dwukrotnie do elektora brandenburskiego z notyfikacją koronacji królewskiej, przy czym miał zlecone poruszenie innych kwestii spornych. Misje te były niezwykle ważne dla polskiego króla, ponieważ dawały mu wystarczającą podstawę do ewentualnego zbrojnego konfliktu z Berlinem.

http://www.wilanow-palac.pl/michal_antoni_hacki_krolewski_dyplomata_i_deszyfrant.html

 

zaloguj się by móc komentować

boson @boson
3 lutego 2019 13:08

czarny gabinet czyli cabinet noir:

This practice had been in vogue since the establishment of posts, and was frequently used by the ministers of Louis XIII and Louis XIV; but it was not until the reign of Louis XV that a separate office for this purpose was created. This was called the cabinet du secret des postes, or more popularly the cabinet noir.

https://en.wikipedia.org/wiki/Cabinet_noir

ale dopiero wpis Moskali robi wrażenie:

https://ru.wikipedia.org/wiki/Чёрный_кабинет

 

 

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 3 lutego 2019 13:08
3 lutego 2019 13:09

Black chambers were also employed by the Dutch Republic.[2]

zaloguj się by móc komentować

boson @boson
3 lutego 2019 13:15

W porównaniu z Krystyną, Jan Sobieski był zupełnie innym człowiekiem. Rzeczowy, zdecydowany, twardo stąpający po ziemi przywódca, od razu docenił rozliczne talenty Hackiego. Nie minęły nawet dwa lata od czasu, jak zasiadł na polskim tronie, a już uczynił go swym sekretarzem. Hacki redagował niektóre listy, sortował napływającą korespondencję, często też brał udział w poufnych misjach dyplomatycznych. Wreszcie miał też okazję wykazać się swymi kryptograficznymi umiejętnościami. Zdołał rozszyfrować kilka obcych pism dyplomatycznych i tym sposobem stał się wymarzonym kandydatem na szefa "czarnego gabinetu" Jego Królewskiej Mości.

Swojemu "czarnemu gabinetowi" Sobieski nigdy nie nadał formy instytucjonalnej, a mimo to dysponował on całą siecią obrotnych i dobrze wyszkolonych agentów. Działali oni na ogół wzdłuż wszystkich najważniejszych szlaków komunikacyjnych Rzeczpospolitej, a ich zadaniem było zdobywanie wszelkimi sposobami pism o znaczeniu politycznym.

W tamtych czasach dokumenty takie przesyłano przeważnie za pośrednictwem kurierów, którzy korzystali z międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa. Oficjalnie nikt nie miał prawa ich tknąć, ale nieoficjalnie zawsze mogli przecież paść ofiarą jakichś "zbójców". Mało to wtedy było band zbójeckich w Europie? "Czarny gabinet" czasami korzystał z ich usług, chociaż przeważnie posługiwano się własnymi, specjalnie szkolonymi agentami. Przemocą wydzierali oni kurierom przesyłki dyplomatyczne, po czym wprawnie zacierali ślady swojej działalności. Aby nikt ich nie zdemaskował, mordowali kurierów, po czym pozorowali rabunek, porzucając gdzieś ich obrabowane i odarte z szat zwłoki.

Do Hackiego trafiała większość przejętej w ten sposób korespondencji i to on dokonywał jej selekcji. Oceniał jej wartość polityczną, sporządzał streszczenia i wyciągi. Najtrudniejszą czynnością było łamanie szyfrów, którymi posługiwały się służby dyplomatyczne obcych państw, ale w tej dziedzinie opat Hacki nie miał sobie równych.

"Wszystkie trzy [depesze] odcyfrowałem, nie mając ani kluczy, ani żadnej wiadomości uprzedniej. Król kazał, przeżegnałem się więc, ukląkłem, odmówiłem Veni Creator, aby Duch Święty zechciał mię oświecić w służbie dla mego pana i poszło dobrze. Klucz był bardzo łatwy. Umówiony znak stanowiła liczba 13. Według niej należało posuwać się przez alfabet" - raportował do króla. I dalej: "...ci panowie Gravelle i Du Theil nie warci byli żadnego szacunku, więc jakem się zabrał do odcyfrowania ich listów, to odgadłem wszyściutkie". "Dłużej biedziłem się nad cyfrą [czytaj szyfrem] używaną przez Vitry'ego... ale dawałem sobie radę i z nią, bo też we wszystkich cyfrach francuskich powtarza się pewna regularność, występująca na jaw nawet w cyfrach, które się umyślnie układa najnieprawidłowiej: jeżeli zmieszać sylaby w jednej kolumnie, wówczas to samo zachodzi w innych kolumnach zaczynających się od innych samogłosek" - tak Hacki informował króla o swych kryptograficznych sukcesach.

* * *

Trudno powiedzieć kiedy pełen tajemnic mnich został szefem "czarnego gabinetu" Jana III Sobieskiego, skoro gabinet ten nigdy nie miał charakteru odrębnej instytucji. Musiało to jednak być przed 1683 rokiem, kiedy to król rozgromił Turków pod Wiedniem i kiedy to Hacki został opatem w Oliwie. Funkcję tę otrzymał oczywiście dzięki wstawiennictwu dworu królewskiego i po stłumieniu szlacheckich protestów.

Wątpliwe, by awans ten był dziełem przypadku, skoro z paru względów miał on swoje racjonalne uzasadnienie. Z jednej strony, godność oliwskiego opata była znakomitą przykrywką dla tajnej działalności szefa służb wyspecjalizowanych w przechwytywaniu i rozszyfrowywaniu tajnych przesyłek dyplomatycznych. Niewielu ludzi mogło przecież domyślić się, że duchowny zajmuje się tak mało uduchowionym zajęciem. Z drugiej strony, Oliwa, a raczej pobliski Gdańsk, był doskonałym punktem dla działań szefa "czarnego gabinetu". W Rzeczpospolitej było niewiele szlaków pocztowych, a przez Gdańsk przebiegał ten najistotniejszy. Prowadził on do najważniejszych ośrodków politycznych w kraju.

Rezydujący w Gdańsku generalny pocztmistrz Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant, Paweł Grotta oraz jego pomocnik Richter, byli ludźmi króla. Na jego polecenie zatrzymywali wszelkie interesujące dokumenty, po czym przekazywali je Hackiemu. Ci trzej panowie przez lata tworzyli doskonale współdziałający triumwirat, dla którego nie było takich tajnych przesyłek, skrytek na dokumenty i szyfrów, do których nie potrafiliby się dobrać.

W 1681 r. wykryli istnienie brandenbursko-francuskiego spisku wymierzonego przeciwko królowi. To oni w 1683 r. ujawnili knowania Jana Andrzeja Morsztyna i dyplomatów francuskich w Polsce przeciwko sojuszowi polsko-austriackiemu. To oni też wreszcie, w 1687 r., odkryli spisek Sapiehów z dworem w Berlinie, wymierzony przeciwko królewskim próbom wzmocnienia władzy wykonawczej w Polsce.

* * *

Przy okazji swej tajnej działalności na rzecz króla, opat Hacki zdobył sobie zarówno szacunek, jak i liczne grono zaprzysięgłych wrogów. Najbardziej dał się we znaki Francuzom, których korespondencję dyplomatyczną z pomocą poczty gdańskiej kontrolował najbardziej sumiennie. W 1683 r., po ujawnieniu tajnych knowań dyplomacji francuskiej, musiał opuścić Polskę wspomniany już wcześniej ambasador de Vitry, a dziewięć lat później dwaj inni dyplomaci króla Ludwika XIV, Gravelle i Du Theil. Wszystkie te zdarzenia sprawiły, że obie strony odnosiły się do siebie z nieukrywaną niechęcią.

* * *

Błyskotliwa kariera opata zakończyła się, tuż przed śmiercią Sobieskiego, zagadkowym skandalem. W marcu 1696 roku zdrowie króla zaczęło się gwałtownie pogarszać, Hacki doprowadził więc do sprowadzenie specjalnego lekarstwa aż z Wiednia. Sobieski chciał lekarstwo od razu zażyć, ale ambasador francuski Polignac doradził, by wcześniej miksturę sprawdzono. Lek podano nieuleczalnie chorej kobiecie z pobliskiego przytułku i gdy ta wkrótce potem zmarła wśród strasznych męczarni, Francuzi rozgłosili, że opat chciał króla otruć. Za ich sprawą prasa europejska doniosła nawet, że za ten zamach otrzymał on wynagrodzenie w postaci diamentowego krzyża i 1000 dukatów w złocie.

Po tym zdarzeniu Hacki zaszył się w swym oliwskim ustroniu i całkowicie zerwał z polityką. Mimo to, znalazł sposobność, aby zemścić się na Francuzach. Krótko po śmierci Sobieskiego, w 1697 r., przypłynęła do Oliwy flota, która przywiozła francuskiego kandydata do polskiego tronu, księcia Contiego. Hacki przyjmował go wielokrotnie w klasztorze i traktował z wielką uprzejmością, ale potajemnie słał dokładne relacje z poczynań Francuzów jego konkurentowi do korony. Był nim książę saski i późniejszy król Polski August II Mocny.


https://historia.trojmiasto.pl/Szpiegowskie-tajemnice-opata-Hackiego-n46565.html

zaloguj się by móc komentować

Globalny @boson
3 lutego 2019 13:41

Dzięki za gdańską notkę. Artykuł popularny ukazał się również tutaj: https://historia.trojmiasto.pl/Szpiegowskie-tajemnice-opata-Hackiego-n46565.html

zaloguj się by móc komentować


boson @boson
4 lutego 2019 06:51

Powszechny sąd, iż każdy system szyfrowania może być złamany, jest mylący. Claude Shannon udowodnił, że w przypadku systemu szyfrowania z kluczem jednorazowym (one-time pad) nie jest to możliwe, o ile klucz jest rzeczywiście losowy, zawsze używany tylko jeden raz, utrzymany w sekrecie, a jego długość jest nie mniejsza niż długość wiadomości[23]

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 4 lutego 2019 06:51
4 lutego 2019 10:10

Z tego powodu algorytm z kluczem jednorazowym znajduje zastosowanie przede wszystkim w szyfrowaniu wyjątkowo tajnych informacji w kanałach o małej przepustowości. Gorąca linia między prezydentami Rosji i Stanów Zjednoczonych jest zabezpieczona właśnie za pomocą takiego szyfru[2].

zaloguj się by móc komentować



zaloguj się by móc komentować