-

boson : nihil est sine ratione

„Miałem więc do Mościckiego, tego parweniusza i eks-socjalisty nieprzezwyciężony wstręt”

Requiem dla ziemiaństwa - Mieczysław Jałowiecki:

"Rok 1926 zastał Polskę dławiącą się w dusznej, jakby przepełnionej elektrycznością atmosferze. W powietrzu czuć było zbliżającą się burzę. Obserwując tylko wieś, sytuację gospodarczą można było uznać za złą i budzącą sprzeciw społeczny. Ziemiaństwo i gospodarstwa folwarczne, a więc najbardziej produktywny odłam rolnictwa, były systematycznie rujnowane przez niewspółmierne podatki, przez brak tańszego kredytu, przez reformę rolną, która coraz bardziej wżerała się we własność powyżej 50 hektarów i rokrocznie zagarniała za bezcen ziemie folwarczne. Niemieckie ziemiaństwo w tym czasie korzystało z jak najdalej idącej pomocy ze strony Rzeszy, z niskoprocentowych pożyczek, z pomocy w postaci nawozów mineralnych, maszyn i narzędzi rolniczych.

Natomiast w Polsce na majątkach niemieckich, których właściciele wyemigrowali do Vaterlandu, majątkach o wysokiej kulturze rolnej, uprzemysłowieniu i produkcji pan minister rolnictwa Poniatowski osadzał małorolnych z Małopolski, którzy za cały sprzęt przywieźli z sobą jakieś drobne koniki i jednokonne pługi i tymi to narzędziami zaczęli drapać ciężkie, pszenno-buraczane gleby pomorskie. Pan Poniatowski osadzał tych swoich pupili w naprędce skleconych domkach, podczas gdy obok zabudowania folwarczne szły w ruinę. Ten bezmyślny, głupi proces reformy rolnej wzbudził do rządu polskiego jawną nienawiść zamożnego, przywiązanego do tradycji chłopa pomorskiego i niejeden z nich wzdychał do przedwojennych czasów dobrej pruskiej administracji i opieki nad rolnictwem.

Widok tych „poniatówek", tych zrujnowanych, dawniej pięknych zabudowań, widok porośniętych chwastami ugorów, tam gdzie dawniej złociły się łany pszenicy i ciemną zielenią odbijały pola buraczane, był dla każdego zdrowo myślącego rolnika czymś, co można określić jednym słowem: obrzydliwość. Było to prawdziwe „Polnische Wirtschaft", za które się wstydziłem w czasie mojego pobytu w Genewie, skierowany tam przez MSZ do negocjacji z Litwą w sprawie żeglugi na Niemnie. Oglądałem oficjalne raporty do Ligi Narodów, opatrzone danymi liczbowymi i fotografiami, stwierdzające zniszczenie rolnictwa na ziemiach dawnego zaboru pruskiego.

Brak nawozów stał się również poważnym problemem. Rolnictwo polskie było prawie z nich ogołocone. Na Śląsku rząd polski przejął od Niemców zakłady chemiczne produkujące azotniak i saletrę wapniową. Osiadł tam prof. Mościcki jako naczelny dyrektor i pseudowynalazca metody produkcji azotniaku, która to metoda była już wynaleziona przez Norwega, prof. Hegelunda. Mimo tej produkcji, nie można było jednak uzyskać potrzebnych ilości nawozów azotowych. Rolnik miotał się jak ryba w sieci, ale korzyści polityczne brały przewagę nad interesem gospodarczym. Gdy podczas gwałtownego spadku cen na zboże otworzono szerokie wrota dla importu żyta węgierskiego, rolnicy polscy po interpelacji w Sejmie otrzymali prostą odpowiedź: „Panowie nie znają się na polityce zagranicznej. Rządowi polskiemu chodzi o utrzymanie jak najlepszych stosunków z Węgrami"...

Wreszcie zobaczycie kogo wam wyznaczą na prezydenta, na pewno ani Zamoyskiego, ani Bnińskiego, wyznaczą wam Mościckiego, tego ex-Weleta**, dla którego nawet ta dla nas -Arkonów, mało sympatyczna, lewicująca korporacja okazała się zanadto prawicowa. Szanuję wszelkie przekonania, ale socjaliści jak Mościcki przekonań w ogóle nie posiadają i zobaczysz, że z chwilą, gdy zasiądzie „przy korycie", na pewno zapomni o swojej przeszłości i będzie się pławił w dobrobycie i reprezentacji. Zapewniam ciebie, że będzie to kosztowny prezydent, za którego i ja, i ty będziemy płacić...

Nie zamieniłem z prof. Mościckim bodaj jednego słowa, ani będąc kilkakrotnie zaproszony na przyjęcia na Zamku, ani w Kaliszu, gdy jako prezes Związku Ziemian witałem go na granicy powiatu, ani siedząc naprzeciw przy stole w czasie przyjęcia prezydenta na ratuszu tego miasta. O Mościckim słyszałem natomiast wiele od ś.p. Matki mojej. Było to w roku 1905. Matka z młodszą moją siostrą Anielką spędzała zimę w Lozannie, a Mościcki ze swoim przyjacielem Suligowskim prowadzili prace naukowe na uniwersytecie we Fryburgu i nieraz odwiedzali moją Matkę, która zawsze lubiła młodzież. Z tych dwóch uczonych Suligowski był wołem roboczym, a Mościcki potrafił zbierać laury wyłącznie dla siebie i umiał zręcznie usunąć w cień Suligowskiego, któremu zawdzięczał jeżeli nie wszystko, to wiele.

Spotykałem Suligowskiego później często: spotkałem go w Syłgudyszkach, gdy przyjechał złożyć uszanowanie mojej Matce, spotkałem go w Strzelcach u mojego szwagra Beliny, spotkałem go wreszcie w Łodzi jako człowieka bardzo rozgoryczonego. Mościcki był już wówczas prezydentem i pławił się we własnej chwale, w zbytku i „reprezentacji". Mościckiemu zależało bardzo, aby nie dopuścić imienia Suligowskiego do zasług związanych z ich pracami chemicznymi i tępił swojego byłego kolegę gdzie mógł i jak mógł. W efekcie Suligowski, wybitny uczony, zajmował jakieś podrzędne stanowisko w przemyśle łódzkim.

Miałem więc do Mościckiego, tego parweniusza i eks-socjalisty nieprzezwyciężony wstręt i daleko posuniętą antypatię. Kto Marszałkowi sugerował wybór Mościckiego, tego nie wiem, podobno była to inicjatywa Bartla, niech mu Bóg ją wybaczy; Marszałek wysunął jeszcze jedną kandydaturę zacnego prof. Mariana Zdziechowskiego, jednego z rzadkich już dziś, kryształowo czystych ludzi. Narodowcy wysunęli kandydaturę hr. Bnińskiego. W czasie wyborów głupota wyborców i socjalistyczna demagogia zwyciężyły. Ludowcy oddali swoje głosy na Mościckiego i w dniu 1 czerwca 1926 roku Ignacy Mościcki został prezydentem. Zaczął się nowy, nie mniej tragiczny okres Rzeczypospolitej, okres życia nad stan, okres szastania publicznymi pieniędzmi na utrzymanie dworu prezydenta, na rozdmuchane do wielkości ambasad placówki zagraniczne, zaczęło się życie na pokaz, kilkanaście samochodów osobistych prezydenta, rezydencje, polowania i różne reprezentacyjne zbytki, na które nigdy nie pozwoliłaby sobie ani bogata Szwecja, ani Dania, ani Holandia.

Typowy dla parweniuszy brak umiaru pociągnął innych. Córka Jodko-Narkiewicza szastająca tysiącami dolarów w Paryżu, pan Przedpełski, szef półpaństwowego koncernu „Wspólnota Interesów" przywożący z Moskwy łupy w postaci biżuterii i innych kosztowności, to tylko czubek góry lodowej, w jakiej niegdyś skromni socjaliści i legionowe wywiałki mościły się na posadach o wielotysięcznych pensjach. Zaczął się nieprzebierający w środkach nepotyzm, obsadzanie miejsc przez krewnych Mościckiego. Uszy były wiecznie prześwidrowane wiadomościami o bohaterskich wyczynach inżyniera Bobkowskiego, zięcia Mościckiego, a skandal z Michałem Mościckim, synem prezydenta, którego zrobiono ambasadorem w Brukseli, mógł oburzyć każdego uczciwego człowieka. Jak większość dzieci parweniuszy dopuszczonych do władzy, synek Mościckiego wsławił się tam rozwiązłym życiem i przegraniem w karty znacznych sum opłaconych z funduszy dyspozycyjnych MSZ czy fundacji kórnickiej. Hołota na ogół degeneruje się już w pierwszym pokoleniu. Nie czułem jednak w sobie „schadenfreude", widząc tego obraz, bo wszystko to nie przynosiło zaszczytu Polsce, a zagrażało jej bezpieczeństwu.

Może jedyną dodatnią cechą, ale bynajmniej nie charakteru, lecz czysto zewnętrzną pana Ignacego Mościckiego była wyniosła postać i dobra mina. Zaroiło się od jego fotografii i portretów już to we fraku przepasanym wielką wstęgą Orderu Orla Białego, już to na koniu, już to ze strzelbą w ręku na stanowisku w kniei. „Wiry, wiry, i to piaskowe. Piasek zasypuje Polskę całą, zmieniając ją w pustynię, na której rodzić się będą jeno szakale" - myślałem często o tych słowach Sienkiewicza.

Pieniądze publiczne pochodziły z podatków, a urząd skarbowy jak dawniej czynił wszystko, by je pomnażać kosztem obywatela produkującego. Dwójka pomnożona przez dwójkę daje w rezultacie pięć, a jedynka pomnożona przez jedynkę daje w rezultacie dwójkę. Miałem w życiu i na wyższych studiach dużo do czynienia z matematyką, ale matematyka polskiej skarbowości pozostała dla mnie na zawsze czymś niezrozumiałym, co może teoria względności mogłaby zgłębić...

Polska zaczynała wstępować na drogę rządów totalitarnych, a przy tym miała dwa obozy równolegle do totalitaryzmu dążące, a więc endecję i Ozon, który w znacznej mierze na endecji się wzorował i wiele przejął z jej ideologii. Stanowisko zajęte przez generała Kazimierza Sosnkowskiego, drugiego bliskiego współpracownika ś.p. Marszałka i przy tym Inspektora Armii, wobec tego co się działo w kraju było dla mnie niesmaczne. Te „laissez faire, laissez aller" również względem zagadnień wojskowych budziło we mnie sprzeciw. Sosnkowski był człowiekiem zdolnym, inteligentnym, nie pozbawionym pięknych porywów i tego, co potocznie nazywamy patriotyzmem. Wydaje mi się, że przyczyną jego życiowej inercji i obrania drogi nie wymagającej najmniejszego wysiłku z jego strony był być może dobrobyt, który go całkowicie pochłonął po jego młodości połączonej z ciężkimi warunkami materialnymi. Tak to często bywa z ludźmi, którzy wyszli z biedy, a dorwali się do pieniędzy, majątków i zaszczytów.

Miałem możność obserwowania jego życia i mam wrażenie, że pozycja „ziemianina" w nabytym za bezcen pięknym Bukowcu, polowania po kniejach arystokracji polskiej, do której jako parweniusz miał dziwny sentyment, wreszcie inne słabostki ludzkie, które każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu posiada, całkowicie go pochłonęły. Trudno mi było uwierzyć, aby Inspektor Armii miał oczy do takiego stopnia zaślepione własną osobą, że nie widział tego, co się dzieje na szczytach wojskowych i administracyjnych. W każdym razie ani razu nie słyszałem, aby się postawił sztorcem, aby stuknął pięścią w stół, aby wywalił prawdę Mościckiemu lub Rydzowi-Śmigłemu... Nie zrobił tego, bo było mu to osobiście niewygodnie, bo to wymagało natężenia woli, której ten człowiek nie posiadał.

Gdy zabrakło w Polsce autorytetu, to trzeba było sztucznie ten autorytet stworzyć. Użyto więc statysty, któremu pod patronatem pana Mościckiego dano w rękę buławę marszałkowską. Tą kukłą był generał Rydz-Śmigły. Jako żołnierz bił się dobrze w czasie wojny bolszewickiej, ale był inspirowany wolą Marszałka. Gdy Piłsudski zabrał do grobu całą moralną i ideową treść, Rydz-Śmigły stał się nieużytecznym już akcesorium ekwipunku osobistego Marszałka, nadającym się do upiększenia ściany Muzeum Wojska Polskiego. Mościckiemu zależało jednak, aby mieć przy boku marionetkę i dnia 13 czerwca 1936 roku gen. Składkowski jako premier wydaje okólnik, w którym powołując się na rozkaz prezydenta Mościckiego ogłasza Rydza drugą po prezydencie osobą w państwie.

Pewnej jesieni Józek Radoński zaprosił mnie na polowanie do swojego Żelazkowa, na którym miał być marszałek Rydz-Śmigły. W Żelazkowie oprócz Rydza-Śmigłego zastałem panów: Miedzińskiego, Michałowskiego, sanacyjne eminencje i wpływowych dyrektorów banków: Janiszewskiego, Sułowskiego i Staniszewskiego. Spędziłem w tym towarzystwie dwa dni i byłem przygnębiony poziomem rozmów toczących się przy obiedzie, poziomem anegdot i całym ich zachowaniem. Rydz-Śmigły zachowywał się może najlepiej, bo z dużą skromnością. Robił wrażenie człowieka nieśmiałego i widocznie zażenowanego własną pozycją, na którą wyniosła go fala wypadków. Na jego raczej dobrodusznej twarzy igrał również „dobroduszny" uśmiech. Był to człowiek cichy, skromny, ale nad wyraz przeciętny, a tej przeciętności graniczącej z pewnym odcieniem tępoty nie mogła wyrównać ani buława marszałkowska, ani stanowisko drugiej osoby w państwie."

**) https://pl.wikipedia.org/wiki/Welecja



tagi: socjalizm  polska 

boson
31 października 2018 23:10
47     1617    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @boson
31 października 2018 23:23

Nie znałam 

.

 

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @boson
31 października 2018 23:41

NIesamowite. Ale wyjaśnia bardzo wiele. M.in rejteradę do Szwajcarii we wrześniu 1939 r. I nieoczekiwanie parę sympatycznych słów o Rydzu Śmigłym. Natomiast cała "panorama towarzyska" czyli "parweniusze w akcji" a zwłaszcza "polityka rolna Poniatowskiego" - boleśnie przypomina III RP.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @boson
31 października 2018 23:43

Jest jeszcze historia żony Mościckiego. Dziś już muszę to zostawić. Może potem poszukam 

.

 

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson
31 października 2018 23:59

pismo ozon miało zatem prekursora

https://pl.wikipedia.org/wiki/Obóz_Zjednoczenia_Narodowego

W tych korporacjach akademickich mieli fajną rzecz- szermierkę, bardzo popularną przed wojną w Polsce. W Rzeszy też była popularna, wystarczy sobie zobaczyć wysokich oficerów armii niemieckiej jakie mięli rozorane pyski. Nasza propaganda np. szramy na mordce Otto Skorzennego umiejscawiała w zaułkach Wiednia, ale prawda jest taka, że to były akademickie blizny honorowe (specjalnie nie zszywali tego). To się do dziś w Niemczech praktykuje. Tycho Brahe też podobno stracił nos w ten sposób, ale po przeczytaniu cyklu barokowego to już taki pewien nie jestem.

https://en.wikipedia.org/wiki/Dueling_scar

zaloguj się by móc komentować

smieciu @boson
1 listopada 2018 00:00

Muzyka grała gdy Titanic tonął...

Gdy się czyta takie rzeczy to na nastałą II WŚ patrzy się jakoś inaczej.

zaloguj się by móc komentować

Nova @boson
1 listopada 2018 00:55

 Masakra,ten krótkti ustep powinien być owowiązkowym wstępem do historii XX w. na lekcjach szkoły średniej....

zaloguj się by móc komentować

sudetnik @pink-panther 31 października 2018 23:41
1 listopada 2018 01:23

Polityka rolna min. Poniatowskiego to osobny, pasjonujący temat.

"Do czynnego życia politycznego P. powrócił w r. 1934. Dn. 28 VI t. r. został znowu ministrem rolnictwa i kierował tym resortem w kolejnych rządach: Leona Kozłowskiego, Walerego Sławka, Mariana Zyndram-Kościałkowskiego oraz Felicjana Sławoja Składkowskiego, aż do 30 IX 1939. W latach tych zaszło wiele korzystnych zmian w kierunku wyprowadzenia rolnictwa z kryzysu. Dzięki inicjatywie i zabiegom P-ego nastąpiło ponowne przyspieszenie realizacji reformy rolnej, komasacji i melioracji gruntów. P. prowadził również politykę oddłużania rolnictwa, inwestycji wodno-komunikacyjnych służących gospodarce rolnej, popierania organizacji rolniczych i spółdzielczych oraz wiejskiej oświaty rolniczej. Opowiadał się także za kredytami obrotowymi, rejestrowymi i zaliczkowymi – jego zdaniem najbardziej korzystnymi – dla gospodarstw rolnych. Nowo powstałe w rezultacie reformy rolnej gospodarstwa chłopskie zwano «poniatówkami» (zapewne też na cześć jego przemianowano nazwy wsi Kutaski Stare i Kutaski-Grądy na Poniatowo Stare i Poniatowo-Grądy). Polityka rolna P-ego jako bardziej sprzyjająca gospodarce chłopskiej niż wielkoobszarowej spotykała się z gwałtowną krytyką ze strony własnego prawicowego skrzydła sanacji oraz konserwatywnych kół ziemiańskich. Jan Hupka („Z czasów wielkiej wojny”, Lw. 1937 s. 469, 470) nazwał P-ego «bolszewizującym […] doktrynerem», «zaszczepiającym na naszym gruncie bolszewickie wzory». Konserwatyści domagali się od sanacji dymisji P-ego, gdyż dla nich był on «egzekutorem» reformy rolnej. Komuniści, socjaliści i ludowcy krytykowali go natomiast – z różnym nasileniem – zwłaszcza za powolność w realizacji reformy rolnej i niedostateczną pomoc państwa dla chłopów. Na tej krytyce zaciążył bardziej zresztą opozycyjny stosunek lewicy do sanacji niż sam charakter polityki kierowanego przez P-ego resortu rolnictwa. Sam zaś P. wielokrotnie oceniał kształt reformy rolnej w II Rzeczypospolitej, podobnie jak wcześniejsze reformy w kwestii chłopskiej, bardzo krytycznie.  (...)

Po powrocie do kraju P. pracował jako zastępca profesora (od 1958 do 1961) w Zakładzie Socjologii i Historii Kultury PAN, był długoletnim członkiem i aktywnym działaczem Komitetu Ekonomiki Rolnictwa (KER) V Wydziału PAN, członkiem honorowym Komitetu Organizacji Produkcji Rolnej i Wyżywienia Kraju PAN, wykładowcą Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW). Uczestniczył w wielu dyskusjach naukowych. Szczególne zasługi położył P. jako organizator i do r. 1973 przewodniczący Sekcji Agronomii Społecznej, działającej w ramach KER. Jego własne jak i inspirowane przez tę Sekcję badania związane były głównie z kształceniem i wychowaniem pracowników różnych działów (sektorów) rolnictwa. Rezultaty swych badań ogłaszał w czasopismach naukowych i w tygodnikach, m. in. w „Kulturze i Społeczeństwie” (Młodzież wyższych szkół rolniczych o swej pracy w zawodzie, 1958 nr 4), „Wsi Współczesnej” (1962 nr 3), „Ekonomice Porównawczej Rolnictwa” (1969 nr 8)” „Wsi i Rolnictwie” (1974 nr 4), „Przeglądzie Kulturalnym” (1958 nr 31, 1959 nr 25, 1960 nr 25), „Polityce” (1963 nr 47, 1970 nr 6), „Życiu Gospodarczym” (1965 nr 51–2). Brał udział w dyskusjach na zebraniach plenarnych Wydziału V PAN (ogłaszanych w „Materiałach z dyskusji…” np. z dn. 29 V 1961, 29 III 1967). Pisał o Stosunku i ewolucji pracy kierowniczej do pracy wykonawczej w rolnictwie (w: „Zagadnienia człowieka w procesie produkcji rolniczej. Sesja naukowa w dn. 5–6 V 1967”). Tematyka tych prac dotyczy roli człowieka w rolnictwie, a szczególnie oświaty wsi i szkolnictwa rolniczego. P. wskazywał m. in. na głębokość przemian zachodzących na wsi w Polsce Ludowej, powstanie możliwości wyboru zawodu przez młodzież wiejską, wyrównywanie się przedziałów i różnic między wsią a miastem. Wśród zjawisk negatywnych zauważał ucieczkę młodzieży wiejskiej od zawodu rolniczego, izolowanie się Państwowych Gospodarstw Rolnych od środowiska chłopskiego i niespełnianie przez te gospodarstwa «roli przodowniczej wśród otoczenia», a przede wszystkim niedostatki oświaty rolniczej i wykształcenia ludzi pracujących w rolnictwie. Badając na początku lat sześćdziesiątych działalność internatów szkół średnich wskazywał: «Wieś nie może trafić masowo do szkoły średniej inaczej jak przez internat». Wnioski praktyczne wynikające z tych badań P. starał się wcielać w życie. Dzięki jego staraniom powołano w SGGW w r. 1958 katedrę pedagogiki oraz uruchomiono kolejno trzy stacjonarne i zaoczne Studia Pedagogiczne (P. prowadził w nich wykłady z agronomii społecznej), kształcące rocznie ok. 100 nauczycieli, mających wykładać przedmioty rolnicze w średnich szkołach rolniczych i w szkołach przysposobienia rolniczego. Szczególne znaczenie przywiązywał P. do masowego szkolenia rolniczego. Postulaty w tej sprawie przedstawił w opracowaniu przedłożonym w r. 1972 Komisji Ekspertów, przygotowującej „Raport o Stanie Oświaty” (nie zostały one uwzględnione). Zabiegał też z częściowym powodzeniem o wprowadzenie do szkół rolniczych przedmiotów humanistycznych, kształcących postawy samodzielności, aktywności i zaangażowania społecznego w środowisku wiejskim. P. zmarł 17 XI 1975 w Warszawie i pochowany został w Alei Zasłużonych na cmentarzu Powązkowskim. Był odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V kl., Krzyżem Niedpodległości, Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta, trzykrotnie Krzyżem Walecznych."

za: http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/juliusz-poniatowski

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Maryla-Sztajer 31 października 2018 23:43
1 listopada 2018 01:32

Ej, a nie chodzi przypadkiem o żonę Rydza??? Bo to był istny, obrzydliwy kryminał, zakończony pocięciem zwłok na kawałki... 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Nova 1 listopada 2018 00:55
1 listopada 2018 01:36

Całe "Requiem dla ziemiaństwa" winno być lekturą licealną. 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @boson 31 października 2018 23:29
1 listopada 2018 01:45

Bosonie, tam jest wiele smakowitych spraw. W istocie - przerażających... Jak na przykład ta, gdy do Kamienia miał przyjechać jakiś oficjel. Cham oficjel z liczną świtą chamstwa urzędniczego. 

O wojewodzie poznańskim hrabim Adolfie Bnińskim Jałowiecki bardzo dobrze się wyrażał.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Adolf_Bni%C5%84ski

Z tego, co wiem od rodziny, po torturach Niemcy ponoć wrzucili żyjącego jeszcze hrabiego lwom w poznańskim Zoo. 

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @sudetnik 1 listopada 2018 01:23
1 listopada 2018 01:48

To proszę zastanowić się, jakie umocowania musiał miec ten Poniatowski, skoro PO POWROCIE Z EMIGRACJI robił taką aksamitną karierę pośród komunistów.

zaloguj się by móc komentować

sudetnik @KOSSOBOR 1 listopada 2018 01:48
1 listopada 2018 02:49

Na pewno urzekło ich piękno jego ducha, widoczne w szlachetnych rysach oblicza.

Ale byli lepsi: Wincenty Jastrzębski, gen. Gustaw Paszkiewicz...

A jakie - Pani zdaniem - umocowania miał Stanisław Jankowski ps. „Agaton”, przedwojenny filister "Sarmatii", cichociemny, kapitan AK, oficer Oddziału II Komendy Głównej AK, powstaniec warszawski, adiutant Bora- Komorowskiego, a później osobisty adiutant tegoż "Bora" jako Naczelnego Wodza (od 28.05.1945).

A potem (za wiki): Po powrocie do Polski zgłosił się 15 września 1946 roku do pracy w Biurze Odbudowy Stolicy. Zatrudniony był w Pracowni Urbanistycznej Warszawy przekształconej w Biuro Planowania Rozwoju Warszawy. Pracował do 1977 roku. W tym okresie był współautorem m.in. Trasy W-Z, MDM, kolejnych opracowań Planu Perspektywicznego Rozwoju Warszawy i Warszawskiego Zespołu Miejskiego.

W latach 1960–1961 przebywał w Iraku. Z zespołem polskich urbanistów opracował plany rozwoju takich miast jak Mosul, Karbala i Basra. W latach 1964–1965 był kierownikiem polskiego zespołu opracowującego plany odbudowy miasta Skopje w Jugosławii (dziś stolica Macedonii), zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 1963, za co został odznaczony srebrnym medalem miasta Skopje. W latach 1971–1972 wszedł w skład polskiej grupy opracowującej plan odbudowy miasta Chimbote w Peru, także zniszczonego przez trzęsienie ziemi. W latach 1975–1977 został ekspertem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie do spraw budowy domków mieszkalnych dla ofiar bombardowań w Północnym Wietnamie. Jest współautorem projektu Traktu Pamięci Męczeństwa i Walki Żydów w Warszawie[2]. Wystąpił w filmie dokumentalnym pt. Cichociemni z 1989[3].

Wyróżniony był wieloma odznaczeniami i medalami: Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Orderem Sztandaru Pracy II Klasy, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1949)[4], Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (1994)[5], Krzyżem Armii Krajowej, trzykrotnie Państwową Nagrodą Artystyczną, Złotą Odznaką Odbudowy Warszawy i innymi. Członek honorowy Towarzystwa Urbanistów Polskich[6]. W roku 1995 otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Warszawy.

 

 

zaloguj się by móc komentować

sudetnik @boson
1 listopada 2018 02:55

Proszę wybaczyć te linki w cytacie z wikipedii, wydawało mi się że je dezaktywowałem.

Szkoda, że nie można tu edytować komentarzy...

zaloguj się by móc komentować

boson @sudetnik 1 listopada 2018 01:23
1 listopada 2018 07:21

dzięki trzeba będzie do niego jeszcze wrócić

zaloguj się by móc komentować

boson @KOSSOBOR 1 listopada 2018 01:48
1 listopada 2018 07:25

No właśnie - trzeba to będzie dobrze 'doświetlić'...

zaloguj się by móc komentować



boson @boson
1 listopada 2018 08:23

Przy okazji - poważni ludzie zajmują się poważnymi sprawami:

„Kto był kim w II Rzeczypospolitej”, pod red. prof. Jacka. M. Majchrowskiego. Warszawa 1994. wyd I

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @sudetnik 1 listopada 2018 02:49
1 listopada 2018 09:50

Ależ Pan naiwny! Nie rozumie Pan, dlaczego jedni akowcy lecieli do dolow a inni robili u komunistów karierę? 

zaloguj się by móc komentować

sudetnik @Matka-Scypiona 1 listopada 2018 09:50
1 listopada 2018 10:23

Chyba nie przeczytała Pani (a napewno - nie uważnie) wpisu, na który Pani odpowiada...

W tym również zawartego w nim pytania.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @boson
1 listopada 2018 12:12

Czytając te teksty o II RP a w szczególności o sanacji uderzają podobieństwa do polityki PiS. Pewnie nie przypadkiem Piłsudski jest takim symbolem. Chodzi o to że pod cienką warstwą niepodległościowego lukru i prawicowej ideologii nasza politka była i jest zasadniczo lewacka/socjalistyczna. Choć dla mnie najlepszym określeniem jest centralistyczna. Państwo wtedy tak jak i dzisiaj starało się wszystkich trzymać za mordę. Posługiwano się podobnymi typami ludzi i metodami. Polegając na zagranicznym finansowaniu i układach z wielkimi korporacjami. Szczególnej symbiozie państwa i systemu bankowo korporacyjnego. Podobnie zresztą mętne były stosunki ludzi w najwyższych władzach z głównymi graczami europejskimi. Szpiedzy, masoni, ideowi hipokryci, kombinatorzy, oraz zwyczajnie opłacani agenci tworzyli tą całą politykę i gospodarkę. A wszystko to ludzie zarówno wtedy jak i dziś mieli odbierać jako patriotyczną drogę do silnej i niepodległej Polski.

W takim kontekście II WŚ jawi się też jednak jako wielkie czyszczenie. Usunięcie tej całej warstwy kłamstw, dojście do władzy jednego typu ludzi o jasnych dla każdego zasadach. Koniec iluzji.

I właśnie można dojść do wniosku że dzisiaj Polska jest w identycznym momencie dziejowym i czy nie skończy się to podobnie.

zaloguj się by móc komentować

genezy @smieciu 1 listopada 2018 12:12
1 listopada 2018 16:47

Polityka w Polsce przed wojną i od transformacji (z przerwą na komunizm) jest liberalna: małe i średnie firmy stają się łupem dużych korporacji. To przecież było widać i jest widać w Polsce chyba wyraźnie? Centralizm to rozrastanie się struktur państwa, które w liberalizmie nabiera coraz więcej cech korporacji i wręcz staje się najsilniejszą z korporacji. Stąd ta nacjonalizacja, obecnie tak ładnie nazwana repolonizacją.

zaloguj się by móc komentować

syringa @boson
1 listopada 2018 20:34

Jałowiecki cały jest ciekawy -także opis Polakow w Rosji przed rewolucją.

Czytałam wszystkie 3 tomy w 1. wydaniu -jeszcze PRZECENIONYM ( w ogole do pewnego momentu, gdzieś tak do roku 2014- najlepsze, najbardziej demaskatorskie książki to byly książki przecenione (mam swoją teorię na ten temat).

ALe nie tylko Jalowiecki nie zostawia suchej nitki na sanacji. W wielu pamiętnikach to jest -także np. stan armii polskiej tuż przed wojną

 

zaloguj się by móc komentować

syringa @KOSSOBOR 1 listopada 2018 01:48
1 listopada 2018 20:35

o ile dobre pamiętam (a nie mam teraz możliwosci sprawdzenia) -on chciał jeszcze radykalniej przeprowadzić reformę rolną!

zaloguj się by móc komentować

Janek-D @boson
2 listopada 2018 12:02

Widzę że trzeba M. Jałowieckiego dodać do listy lektur zaległych. Dzięki za notkę.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @KOSSOBOR 1 listopada 2018 01:48
2 listopada 2018 12:26

Juliusz Poniatowski musiał mieć "umocowania" ale miał też bardzo ciekawe drzewko genealogiczne. On pochodził z jakichś zupełnie nieznanych Poniatowskich, z których jeden  z przodków: Gerard Felinski (brat Alojzego Felinskiego, adiutanta Tadeusza Kościuszki  z jakiejś loży  i przyjaciela Koźmiana z Loży Izis) ożenił się z jedynaczką Ewą Wendorff "z rodziny ziemiańskiej". Onaż Ewa Wendorff, poza tym że urodziła sześcioro dzieci, w tym syna Zygmunta Szczęsnego, przyszłego biskupa Kościoła Katolickiego i przyszłego Świętego KK oraz syna Juliana - zakonnika, sama po śmierci męża w 1833 r. przeniosła się do Krzemieńca i tam przystąpiła do tajnej organizacji o nazwie Stowarzyszenie Ludu Polskiego, które w programie miało m.in.:"... wywalczenie wolnej, republikańskiej Polski, żądano likwidacji przywilejów klasowych, praw obywatelskich dla obywateli, zniesienia ograniczeń dotyczących chłopów. Odrodzona Polska miała stać się częścią wolnych i solidarnych narodów Europy oraz członkiem wolnej federacji Słowiańszczyzny. ..". To było powiązane z "karbonariuszami", więc w tle jest i zagraniczne finansowanie, i loże i terroryzm.  Została aresztowana w 1839 i zesłana do Berezowa nad Obem a następnie do Saratowa. Wróciła w 1844 r. i zmarła w 1859 r. w Wojutynie.

Córka Zofia ur. 1825 wyszła za mąż za chyba niezbyt znanego Adama Stanisława Poniatowskiego , mocno starszego (ur. 1808) ziemianina z Cepcewicz na Wołyniu. I to ona była babka dla Juliusza Poniatowskiego przez syna Kazimierza Józefa Poniatowskiego ur. 1854 w Cepcewiczach k.Równego a zmarłego w Warszawie w 1934.  Był jeszcze syn Szczęsny Leon Poniatowski i ten miał syn Józefa Marię Poniatowskiego ur. 1897 r. w Cepcewiczach a ten z kolei został posłem na Sejm z ramienia BBWR  w latach 1930-1935  a listy  z Pińska. Po wojnie został na emigracji i zajął się polityką. M.in. był związany z Ligą Niepodległości Polski a w latach 1972-1976 był ministrem spraw krajowych w rządach Alfreda Urbańskiego.  No a stryjeczny brat grasował w PRL i zgodnie z ideami "Stowarzyszenia Ludu Polskiego" prababki Ewy - niszczył resztki ziemiaństwa.

zaloguj się by móc komentować

Krzysiek @boson
2 listopada 2018 13:11

Ja podchodzę do tego co napisał pan Mieczysław Jałowiecki ze sceptycyzmem - jak do każdych wspomnień tzw. świadków epoki. Jak każdy człowiek z krwi i kości pan Jałowiecki też miał swoje wizje, poglądy i tzw. szajby, a we wspomnieniach pisał tak, aby wspierać swój punkt widzenia. Podkreślam punkt widzenia, a nie koniecznie rzeczywistość. Trzeba by to skonfrontować z wieloma innymi świadectwami i czy rzeczywiście to gospodarwoanie chłopów z Małopolski to była taka straszna "obrzydliwość", że tylko dryl pruski czy inny teutoński mógł to wytepić. Zresztą on przyszedł w 1939 - faktycznie, zrobili porządek.

Co do stwierdzenia, że Mościcki to pseudowynalazca - no tu już pan Jałowiecki pojechał po bandzie. Jak to mówi Gospodarz - pałna demaskacja.

Warto przypomnieć, że to dzieki m.in. Mościckiemu mieliśmy trochę poważniejszy przemysł chemiczny, który ostał się (i rozwinął) jakoś do dziś, szczęśliwe nie całkiem wyprzedany kapitałowi zagranicznemu. W komentarzu do notki Gospodarza o wojażu po lubelszczyźnie (Droga przez Lubelszczyznę jesienią) i stwierzdeniu, że trochę kraina się bogaci, pink-panthera przytomnie stwierdziła, że duże znaczenie mają Azoty Puławy, które pomują miliony w okolicę (Dzięki płacom i zamówieniom na usługi), pisząc dalej "Podejrzwam, że podobnie dobrze ma się okolica Płocka i Orlenu."

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @boson
2 listopada 2018 16:25

Jałowieckiego czytałem, ale do tego trzeba wracać. "Hołota na ogół degeneruje się już w pierwszym pokoleniu." Hołota umysłowa rzecz jasna.

zaloguj się by móc komentować

genezy @smieciu 1 listopada 2018 12:12
3 listopada 2018 13:21

zresztą od samego swojego początku państwo ma charakter korporacji, bo punktem krystalizacji państwa (poza religią) jest biznes (np. Egipt-Nil)

zaloguj się by móc komentować

genezy @Magazynier 2 listopada 2018 16:25
4 listopada 2018 13:55

Nie wydaje mi się- hołota to o niższych sferach- hołota to hołota, nic nie ma tu o umyśle.

zaloguj się by móc komentować

boson @Janek-D 2 listopada 2018 12:02
5 listopada 2018 12:35

koniecznie - ja sam muszę do niego wracać

zaloguj się by móc komentować

boson @Krzysiek 2 listopada 2018 13:11
5 listopada 2018 12:44

Zdrowy rozsądek zawsze wskazany, ale proszę nie wylewać dziecka z kapielą - wspomnienia Jałowieckiego są bezcenne pomimo nieuniknionego subiektywizmu - a ów nomenomen Mościcki przy wielu niewątpliwych talentach był to zwykły gangster i, mówiąc delikatnie, psychopata pierwszej wody - takich też trzeba umieć "zaprząc", ale Piłsudski był już stary...

zaloguj się by móc komentować

boson @syringa 1 listopada 2018 20:34
5 listopada 2018 12:52

+ smieciu

trzeba jednak, i wtedy i dzisiaj, brać dużą poprawkę na tzw. okoliczności zewnętrzne - to nie była i nie jest taka biało-czarna sytuacja - dlatego np. ja nadal popieram PiS - na poważną weryfikację przyjdzie czas w 2022

zaloguj się by móc komentować

boson @Magazynier 2 listopada 2018 16:25
5 listopada 2018 13:05

"Hołota na ogół degeneruje się już w pierwszym pokoleniu" - to akurat jest stara i znana prawda, ale do Jałowieckiego trzeba wracać bo to był człowiek wyjątkowo trzeźwy, no i bardzo blisko tzw. "napędów historii"...

zaloguj się by móc komentować

boson @genezy 31 października 2018 23:59
6 listopada 2018 11:01

Jałowiecki tak pisał:

"Korporacje stanowiły elitę towarzyską młodzieży uniwersyteckiej i różniły się diametralnie od burszenszaftów, skupiających nowobogacką studenterię, z którymi nie łączyły się ani towarzysko, ani oficjalnie. W korporacjach nie było upijania się piwem i krojenia sobie twarzy podczas obowiązujących burszów pojedynków na rapiery."

zaloguj się by móc komentować



boson @boson 6 listopada 2018 11:26
6 listopada 2018 11:32

kuźnia nihilistów?

zaloguj się by móc komentować


boson @boson 6 listopada 2018 11:32
6 listopada 2018 13:04

... i syjonistów:

Na studiach zbliżył się, a następnie wstąpił do korporacji akademickiej (burschenschaftAkademische Burschenschaft Albia. Było to niemiecko-narodowe stowarzyszenie zrzeszające studentów, którego motto brzmiało: „Honor, Wolność, Ojczyzna” (niem. Ehre, Freiheit, Vaterland). Wyrazem wzrostu nastrojów antysemickich wśród niemieckiej młodzieży uczelnianej było zakazanie w 1881 roku Żydom członkostwa w korporacjach studenckich. Herzl zrezygnował więc z członkostwa w Albie (7 marca 1883 roku), choć w rzeczywistości został z niego wykluczony. W tym czasie zaczął zastanawiać się nad przyczynami społecznej nienawiści do Żydów.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Theodor_Herzl

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson
6 listopada 2018 17:09

jeśli chodzi o korporacje i korporatów (dla porządku) to oczywiście to:

https://en.wikipedia.org/wiki/Skull_and_Bones

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson
7 listopada 2018 15:17

ten fragment z JaLowieckiego jest dokładnie o naszej obecnej sytuacji

zaloguj się by móc komentować


boson @genezy 7 listopada 2018 15:17
7 listopada 2018 17:32

faktycznie, bardzo podobna

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować