-

boson : nihil est sine

Mickiewicz, szef tajnej policji, jego niezwykła siostra, i znowu ten Byron

Dorothea Fürstin von Lieven z domu von Benckendorff (ur. 1784; zm. 1857 w Paryżu)  wedle Thomasa Lawrence'a circa 1820

___

"... jednym z jego najwybitniejszych wielbicieli był sam Adam Mickiewicz, który w 1822 wziął się za czytanie Byrona w oryginale, a już rok później za jego tłumaczenie. Potem zajmował się krzewieniem kultu Byrona nie tylko wśród petersburskich dekabrystów, ale także w „gorącej” Odessie. W efekcie, w 1827, po ukazaniu się Sonetów krymskich po rosyjsku, polski wieszcz został porównany właśnie do Byrona. Opinia ta uległa jeszcze wzmocnieniu po opublikowaniu Konrada Wallenroda – wszak Konrad to imię byronowskiego Korsarza. Warto tu też przypomnieć późniejszy Esej o dramacie fantastycznym – Goethe, Byron, Mickiewicz, autorstwa George Sand."

Nieco na marginesie warto tu przypomnieć wielką wtedy fascynację Mickiewicza mocno teraz zapomnianym malarzem i "guślarzem" Józefem Oleszkiewiczem.** Zaś dyskretną opiekę nad naszym Adamem roztaczał wówczas sam szef carskiej, tajnej policji czyli generał Aleksander von Benckendorff, który dużo później, wiosną 1844 roku udał się w podróż do Niemiec i w drodze powrotnej z Baden (23 września 1844 st.stylu) nagle zmarł.

No tak, powiecie, ale jaki to ma związek z Londynem? Ma i to bardzo prosty - wszak rosyjskim tam ambasadorem był wtedy nie kto inny jak szwagier generałaChristoph Heinrich Fürst von Lieven. Mało tego że poselstwo to trwało aż 22 lata, od 1812 do 1834 (Lieven died suddenly on January 10, 1839 at Rome as he escorted the future Alexander II of Russia on his Grand Tour), to rządziła tam jego małżonka, słynna siostra generałaThough outwardly deferential to her husband she was by far the stronger character and soon completely eclipsed him: London society jokingly called them "the two Russian ambassadors".

"Szkoda, że ​​hrabina Lieven nosi spódnice" - pisał car do swojego ministra spraw zagranicznych, hrabiego Nesselrode. "Byłaby doskonałym dyplomatą." W październiku 1825 r., kiedy oboje przebywali w tym samym ośrodku w Brighton, Lieven w "nieoficjalnej" rozmowie z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Georgem Canningiem powiedział mu, że Rosja chce dwustronnej anglo-rosyjskiej mediacji w greckiej wojnie o niepodległość, a także mówił o "projekcie barbaryzacji", który miał zostać zaplanowany dla Grecji... Rozmowy Lieven z Canningiem doprowadziły do ​​w Petersburgskiego Protokołu, w którym Wielka Brytania i Rosja zaproponowały mediację, siłą, jeśli to konieczne, w sprawie końca wojny greckiej.

Carska misja oznaczała debiut Dorothei Lieven jako dyplomatki, która co najmniej dorównywała swemu mężowi. Podczas poselstwa księcia Lieven (od 1834) w Anglii, księżniczka odegrała kluczową rolę w narodzinach współczesnej Grecji i wniosła istotny wkład w powstanie dzisiejszej Belgii. Jest ogólnie przyjęte, że powołanie Lorda Palmerstona na Sekretarza Spraw Zagranicznych w 1830 roku częściowo wynikało to z jego przyjaźni z Dorotheą, która energicznie lobbowała za nim u lorda Greya; jednak jej przekonanie, że Palmerston byłby niezawodnie prorosyjski okazało się błędem, ponieważ to jego kłótnia z carem ostatecznie doprowadziła do jej przymusowego wyjazdu z Anglii. Jej przyjaźń z Palmerstonem wynikała z podobieństwa w ich procesach umysłowych: "inteligencji, która zależała nie od edukacji, ale od doświadczenia i długiej obserwacji mężczyzn i kobiet". Była na tyle mądra, by dyskretnie wykorzystać swój wpływ: jak zauważyła, cudzoziemiec, który miesza się w angielską politykę "może skończyć z złamaną szyją"..."

W lutym 1854 po wybuchu wojny między Rosją a siłami zachodnimi przeprowadziła się do Brukseli. Od 1855 nie opuszczała już Paryża. Jej salon w starym Hôtelu Talleyrand stał się miejscem spotkań towarzyskich świata dyplomacji i francuskiej elity.

___

**) "W r. 1803 O. wyjechał na koszt Chodkiewicza do Drezna, a stąd do Francji. Dn. 4 X 1803 zapisany został na naukę w paryskiej Akademii Sztuk Pięknych; był uczniem J. S. Berthélemy’ego, przede wszystkim zaś J. L. Davida. Trzy lata spędzone w Paryżu zaważyły w decydujący sposób na malarstwie O-a, które włączyło się w krąg klasycyzmu francuskiego i przejęło cechy formalne szkoły Davida. Malowane wówczas obrazy, na ogół kopie z dzieł muzealnych, przekazał artysta swemu mecenasowi... Malowane w r. 1810 portrety ks. Adama Jerzego Czartoryskiego (Muz. Hist. w Moskwie i własność rodziny w Londynie) były niewątpliwie ostatnią próbą uzyskania wciąż wakującej katedry malarstwa w Wilnie. Gdy jednak katedrę przyznano Janowi Rustemowi, O. przeniósł się na stałe do Petersburga...

Przede wszystkim zajął wybitne stanowisko w wolnomularstwie rosyjskim. Był, po Adamie Wawrzyńcu Rzewuskim, «mistrzem katedry», tj. przełożonym loży «Orła Białego» w Petersburgu (1820–21) i miał najwyższy stopień w hierarchii zakonu. «Kiedy O. odwiedzał inne loże, był przyjmowany z osobliwym uczczeniem (siedmiu gwiazd i stalowego dachu)». Do O-a należał ostateczny wyrok przy sporach wszystkich lóż w sprawach ustaw i rytuału. O. był także członkiem honorowym lóż «Przyjaciele Ludzkości» i «Dobry Pasterz» («Zum guten Hirten»). Również po rozwiązaniu masonerii w Rosji rola O-a nie zmalała. Wywierał znaczny wpływ na umysły towarzystwa petersburskiego, bardzo sugestywnie działając swą osobowością i głoszonymi ideami. Praktycznie uprawiał dobroczynność i miłosierdzie w stosunku do wszystkich stworzeń – ludzi, zwierząt, nawet roślin. Był w tym skrajny aż do dziwactwa i śmieszności, krążyło o nim mnóstwo anegdot; był człowiekiem o niezwykłych zaletach charakteru i niespotykanej skromności. Rozdawał wszystko, co miał i zarabiał, żył samotnie, w abnegacji, otoczony masami kotów. Wyznawał swoiste poglądy teozoficzne. Wg Józefa Przecławskiego, doktryna O-a zbliżona była do zasad wyznawanych przez L. C. Saint-Martina, ale O. poszedł dalej, m. in. w teorii «o powołaniu Człowieka-Ducha» i o «mistycznym znaczeniu cierpień». Poglądy swe wykładał O. żywym słowem – choć zupełnie był pozbawiony daru krasomówstwa – wiadomo też o niektórych spisanych, lecz nie wydanych jego utworach, np. L’automne du monde de l’humanité. Językiem francuskim i rosyjskim posługiwał się z równą swobodą co polskim. Bliskie stosunki łączyły go z całą petersburską Polonią, m. in. z Aleksandrem Orłowskim i Marią Szymanowską. W r. 1824 zetknął się z Adamem Mickiewiczem, na którym wywarł wielkie wrażenie. W r. 1828 portretował poetę (obraz w Muz. Narod. w Kr.). Wg słów Mickiewicza – w relacji Antoniego Edwarda Odyńca – O. «jest najcnotliwszy, najbogobojniejszy człowiek i jak go tu nazywają ‘mistyk’, to jest wierzący nie tylko w dogmata, ale w żywą zawsze i wszędzie obecność Boga, w jego wolę i rozrządzenie we wszystkim, w ciągle i nad wszystkimi czuwającą Opatrzność i na koniec w tajemniczy świat ducha, przeważnie, choć niewiadomie, wpływający na ludzi. Ustawiczne przy tym czytanie Biblii nadaje myślom i wyobraźni jego swedenborgiczny, jak mówi Adam, nastrój i kierunek». W całej III części „Dziadów” ta fascynacja O-em jest czytelna. O. zmarł w Petersburgu, którego nigdy nie opuszczał, 5 X (st. st.) 1830 i pochowany został na Smoleńskim cmentarzu. Obrazy, sprzęty, cały dobytek rozdał bądź zapisał ubogim. Wg Przecławskiego «kościół Św. Katarzyny nie zdołał pomieścić ani połowy osób wszelkich stanów i wyznań, zgromadzonych na żałobne nabożeństwo».

O. przeszedł do historii przede wszystkim uwieczniony przez Mickiewicza w III części „Dziadów” jako «guślarz», co «z duchami gada»; występuje też we wszystkich pamiętnikach petersburskich owych lat, jako postać niezwykle charakterystyczna, indywidualna, wybitna.

https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/jozef-oleszkiewicz

Despite being a vegetarian, it appears that he died from complications related to gout.



tagi: imperium  polska  rosja  herezja 

boson
23 grudnia 2018 17:24
15     711    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
boson @boson
23 grudnia 2018 17:34

Zacznijmy od początku – w Liceum Wołyńskim uczył, obok Mickiewicza i Euzebiusza – ojca Juliusza, pewien Szkot – James William Mac Donald.

https://bosonweb.wordpress.com/2018/04/09/juliusz-s-opium-oraz-pewien-szkot-i-swiatowa-rewolucja/

zaloguj się by móc komentować

boson @boson
23 grudnia 2018 19:48

Portret Piusa VII, Windsor Castle, Commissioned by George IV when Prince Regent, 1819

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 23 grudnia 2018 19:48
23 grudnia 2018 20:36

ot.

W czwartek 10 maja Papież Benedykt XVI rozszerzył na cały Kościół kult liturgiczny św. Hildegardy z Bingen. Jest to typowy przykład «kanonizacji równoważnej». Co to oznacza? 

W swoim dziele  De Servorum Dei Beatificatione et de Beatorum Canonizatione  Benedykt XIV sformułował nauczanie o kanonizacji równoważnej; ma ona miejsce, kiedy Papież ogłasza, że w całym Kościele obowiązuje kult sługi Bożego jeszcze nie kanonizowanego, włączając jego święto, z Mszą i oficjum, do Kalendarza Kościoła powszechnego. 

Ten akt papieski – pisze Fabian Veraja w swojej książce  Le cause di canonizzazione dei santi  [Sprawy kanonizacyjne świętych] (Libreria Editrice Vaticana, 1992) – Benedykt XIV uznaje za równoznaczny z prawdziwą kanonizacją, a więc z definitywnym orzeczeniem przez Papieża świętości sługi Bożego. 

Wyrok ten nie jest jednak wyrażony w zwykłej formule kanonizacji, lecz w dekrecie zobowiązującym cały Kościół do oddawania czci danemu słudze Bożemu i otaczania go takim samym kultem, jaki należy się świętym kanonizowanym. Wiele przykładów tej formy kanonizacji sięga pontyfikatu Benedykta XIV; na przykład święci Romuald (kanonizowany 439 lat po śmierci), Norbert, Bruno, Piotr Nolasco, Rajmund Nonnato, Jan de Matha, Feliks Walezy, królowa Małgorzata Szkocka, król Stefan Węgierski, Wacław I książę Czech i papież Grzegorz VII.

http://www.osservatoreromano.va/pl/news/co-to-znaczy-kanonizacja-rownowazna

zaloguj się by móc komentować



boson @boson
29 grudnia 2018 11:44

szewc ze Zgorzelca czyli Wielki Mistrz Adama:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakob_Böhme

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 29 grudnia 2018 11:44
29 grudnia 2018 16:22

This was also the environment of the man who secured the Behmenist heritage for future generations: Abraham Willemsz van Beyerland (1586/87-1648). Nothing is known for certain of his origin. He settled in Amsterdam in 1615, where he soon made a career for himself as a businessman. From 1623 he was active in the civet trade and already the following year he was quoted on the stock exchange. Eventually he acquired a monopoly in this perfume industry and became a man of means.

In addition to his activities in the aforesaid branch, Van Beyerland produced account books, and also published on the fluctuations of the currency.

After a brief marriage to the widow of bookseller Abraham Huybrechtsz, Van Beyerland remarried a woman called Geertrui van de Poel in 1626. He moved to a house in the Warmoesstraat and was appointed elder of the Walloon Church. This church community met in the former Paulusbroeders church on the Oude Zijds Achterburgwal, and in the Westerkerk. Because he was an elder, Van Beyerland was also asked to become a regent of the Walloon orphanage in the Laurierstraat in the years 1641-42.

His social position enabled Van Beyerland to become the motor behind the dissemination of the ideas of Jacob Böhme. In the period 1634-53 he translated almost the entire work of the Silesian mystic, and furthermore published a number of his works in their original language: De signatura rerum (1635), possibly also a reprint of Der Weg zu Christo (1635), and Mysterium magnum (1640), although the latter was published on the basis of an unreliable copy.

Van Beyerland was in touch with persons from Böhme’s immediate circle such as Abraham von Franckenberg, Heinrich Prunius and Abraham von Sommerfeld; moreover he was acquainted with Böhme adepts such as J.A. Werdenhagen and Michel le Blon.

After 1637 Van Beyerland came into the possession of the manuscript collection of the brothers Karl and Michael Ender, and four years later he was able to crown his collection with the acquisition of the autograph of Morgenröte im Aufgang, the confiscated manuscript which was still in Görlitz. At the end of his life Van Beyerland owned more than a hundred manuscripts, including some seven autographs and letters.

Van Beyerland’s translating activities took off in the years 1634-35 with four small anthologies from the work of Jacob Böhme, in which the element of ‘practical theology’ dominated. The first translation was entitled Hand-boecxken, or manual. The little book was announced as forthcoming on 18 November 1634 in the Nieuwstijdingen bij Jan van Hilten. In the following two years, Van Beyerland successively published Böhme’s second and third work, in an integral translation, respectively Hooge ende diepe gronden van ‘t drievoudigh leven des menschen: High and deep grounds of the threefold life of man (1636), and Van de drie principien: Of the three principles (1637). It is at this time that – partly as a result of the acquisition of the Ender collection – Van Beyerland’s ‘text-critical period’ began: although he was busy translating texts between 1637 and 1640, he did not publish anything else than a catalogue in which he made mention of the unpublished translations. He compared as many manuscripts as possible to achieve a reliable edition. Eventually he published a flow of works in 1642, in addition to a revised catalogue, printed at the end of Böhme’s Clavis ofte sleutel: The Key.

Van Beyerland had all texts printed at his own expense, and took responsibility for part of the distribution. Nevertheless the curious fact remains that in 1643 Abraham von Franckenberg cast doubt on Van Beyerland’s integrity, suspecting him of acting out of commercial motives.

Responses to Van Beyerland’s Böhme propaganda on the part of the established churches were inevitable. Of the orthodox party a certain David Guilbertus and the well-known Counter-Remonstrant Gisbertus Voetius (1589-1676) attacked the ‘erring spirit’ and his apostle. The former even went as far as to visit Van Beyerland in person to convince him that he was putting himself at risk, but he failed in his pious mission and was shown the door. Van Beyerland did not respond to the allegations levelled against him in Guilbertus’s diatribe entitled: Christelijke waerschouwing, teghens de gruwelijcke boecken van Jacob Böhmen (1643): a Christian warning against the horrible books of Jacob Böhme. Johannes Theodorus von Tsesch (1595-1649), a Behmenist of Silesian origin and lived in Amsterdam in 1641-44, however came to his defence.

Van Beyerland’s translating activities were not confined to the work of Jacob Böhme alone. In 1643 he published the second Corpus Hermeticum translation – the first had appeared in Alkmaar in 1607 – partly as an attempt to combat atheism. In this respect he followed in the footsteps of the Protestant hermetist Philippe de Mornay, who had set himself the same goal in his De la verité de la religion chrétienne (1581), and his Catholic counterpart Francesco Patrizi, the Italian philosopher who with his Nova de universis philosophia (1591) had put Hermes Trismegistus to work for the Counter-Reformation, in an attempt to overthrow the rule of the ‘godless’ Aristotle.

Strongly influenced by his Böhme translations, Van Beyerland interpreted the texts of Hermes Trismegistus from a Behmenist viewpoint, and effected – especially in his marginal comments – a fusion between the world of thought of Jacob Böhme and that of Hermetism, or rather: he thought he saw a connection with the gnostic inspiration fuelling Böhme’s thought.

Van Beyerland’s translation of the Corpus Hermeticum came out as Sesthien Boecken van den voor-treffelijcken ouden philosooph Hermes Tris-megistus: Sixteen books of the eminent ancient philosopher Hermes Trismegistus, printed by Nicolaas van Ravesteyn for Ysbrand Rieuwertsz la Burgh, manufacturer of account books. It was published again in 1652 by Rieuwertsz’ son Pieter, like his father a manufacturer of account books, and a participant in the civet-trading cartel of the heirs of Van Beyerland.

Van Beyerland’s last translation returned to one of the sources feeding the thought of Jacob Böhme: two brief texts by Valentin Weigel, the mystic who preceded Böhme in the adaptation of Paracelsian thought.

A year later, in 1648, the dialecticism of this world and the other comes to an end for Abraham Willemsz van Beyerland. He died and was put to rest in an as yet unknown place outside of Amsterdam.

Van Beyerland’s life work was to some extent continued by the diplomat Michel le Blon (1587-1658), who was envoy to Christina, Queen of Sweden. Le Blon maintained relations with Van Beyerland, and after the latter’s death with his eldest son Willem. He also corresponded with men in the circle around Böhme, amongst whom Christian Bernhard and Abraham von Franckenberg. Following the latter’s instructions, Le Blon revised his copy of the corrupt Mysterium Magnum edition, and received a number of letters by Böhme in 1646 via Von Franckenberg which he published seven years later – together with a new translation of the Gebetbüchlein – under the title: Gulde kleynoot eener aandachtighe ziele: Golden gem of a devout soul.

Le Blon also helped disseminate Böhme’s work in England. He was in correspondence with John Sparrow, the lawyer who translated almost the entire work of Böhme into English, partly using Van Beyerland’s Dutch translations, partly on the basis of manuscripts in the possession of the heirs, and with the help of German editions in so far as these were already available.

https://en.wikipedia.org/wiki/Coenraad_van_Beuningen

https://en.wikipedia.org/wiki/Valentin_Weigel

 

zaloguj się by móc komentować



Krzysztof5 @boson 29 grudnia 2018 21:30
30 grudnia 2018 08:40

https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Niemojewski

https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Chmielowski

 -moze cos ponadto...

Ziemia Ulro,Cz.Milosz

Niemojewski, chociaż wolnomyśliciel wojujący, nie zgadza się z Chmielowskim, który broni Mickiewicza przed przypisywaniem mu wiary „w duchy nocne, upiory i czary”. Chmielowski: „Za rzecz niewątpliwą to tylko

 

 

można uznać, iż Mickiewicz jako poeta romantyczny lubował się w tajemniczej stronie zjawisk przyrody zewnętrznej i ducha ludzkiego, a nie zaprzeczając bynajmniej znaczeniu rozumu, akcentował silnie doniosłość uczucia i fantazji”. Wcale nie tak — odpowiada na to Niemojewski. Właśnie że Mickiewicz rozumu nie cenił, w duchy nocne wierzył, trzeba więc całą jego filozofię inaczej, inteligentniej, zbadać. Zasadniczy błąd interpretacji polegał dotychczas na tym, że każdy, stosownie do swoich przekonań, jedno u Mickiewicza wydobywał, inne pomijał, jeżeli natomiast natrafiano na idee rażące, powiadano, że przecież był „dzieckiem swego wieku” — „co jako żywo jest nieprawda”.

Według Niemojewskiego w dziewiętnastym wieku nastąpił koniec wszystkich, trwających tysiąclecia, cywilizacji opartych na religii. Ostateczne zwycięstwo przypadło szkiełku i oku, w wyniku czego „my wszyscy jesteśmy dziś ewolucjonistami”. Niestety postęp nauki nie obywa się, zdaniem Niemojewskiego, bez szkód, bo pojawia się skłonność do rzutowania wstecz nowych wyobrażeń, co wypacza historyczną wiedzę.

„A to położenie nasze — pisze Niemojewski — jest tern dziwniejsze i trudniejsze, że ewolucjonizm stał się dopiero kategorią naszego myślenia, ale nie zdążył jeszcze opanować sfery naszego uczucia. Poezji i sztuki nie ogarnął, na obyczaje nasze nie wywarł jeszcze najmniejszego wpływu. Życie nasze posiada jeszcze mnóstwo form z epoki minionej i nieprędko się ich pozbędzie. Całe prawodawstwo otacza opieką stare formy. Zresztą wszędzie prawie jesteśmy świadkami walki o wpływ przyrodnika z teologiem. W tem znaczeniu nie jesteśmy jeszcze całymi ludźmi, ale pierwszą próbą i może niezbyt szczęśliwą nowej formacji ludzkiej, pierwszemi generacjami ewolucjonistów, typami przejśdowemi, pośredniemi pomiędzy wczoraj a jutrem”.

Postępowiec o umyśle zeszłowiecznym jest zawsze postacią rzewną. Niemojewskiego jednak należy czytać lojalnie i wtedy

wypadnie uznać, że zauważył to samo, co miał, o ileż później, zauważyć genetyk 'Jacques Monod (w Le Hasard et la Nécessite): że trudne do ogarnięcia skutki powoduje konflikt pomiędzy „tradycją animistyczną” i „obiektywną prawdą” (nauki). Niemojewski zdaje się zakładać, że rodzaj podświadomości zbiorowej stawia opór „nowemu człowiekowi”. I ta właśnie druga świadomość wydała na pograniczu dwóch epok w dziejach ludzkości genialne dzieło Mickiewicza, przede wszystkim Driady, które „stały się bodaj ostatnią, a zarazem najpotężniejszą manifestacją starożytnej filozofii, śpiewem łabędzim wielkiej, dogasającej epoki. Tysiąclecia miały się raz ostatni tu wypowiedzieć, «wieki głucho wtórzyć» wieszczowi, aby następnie przejść do historii, ustępując miejsca nowemu światu”.

Mickiewicz pochodził z głębokiej prowincji, nie tkniętej przez jakiekolwiek niedowiarstwo Wieku Rozumu. Nie było nawet nic wspólnego pomiędzy Warszawą Stanisława Augusta i wsią litewską. Na uniwersytecie uległ wpływom filozofów Oświecenia, ale ten wpływ pozostał na powierzchni i nie trwał długo. Co więcej, wyobraźnia Mickiewicza nigdy nie oddaliła się od przednaukowych pojęć kosmologicznych. „Jest wielce wątpliwe - pisze Niemojewski - czy w Wilnie za czasów Mickiewicza znany był powszechnie system kopernikański. Jeżeli go nawet wykładano na uniwersytecie, wchodził do głów młodzieży mechanicznie. Kopernik imponował Mickiewiczowi jako genialny myśliciel, ale oka jego nie przerobił i duszy nie przerobił”.

Zdaniem Niemojewskiego tylko poeta o wyobraźni przed- naukowej (ziemia, a nad nią niebieska kopuła) mógł napisać o ptaku, że jest „do nieba przybity za skrzydło”. Zawsze w chwilach dla siebie i dla kraju przełomowych Mickiewicz sięgał do tych swoich wierzeń, które były najzupełniej przeciwne nowym pojęciom. Toteż III część Driadow z pozoru tylko jest dramatem politycznym. W istocie nie chodzi 

o wolność, ani o równość, ani o braterstwo, ani o prawa narodów. Jest to apokalipsa. Siły jasności walczą przeciwko Bestii (państwu rosyjskiemu), nad którą zwycięstwo odniesie Namiestnik zapowiedziany w Widzeniu Księdza Piotra. Według Niemojewskiego wszystkie apokalipsy są polityczne, toteż Mickiewicz, w ciągu całego prawie życia rozczytujący się w Biblii (w czym wyłamywał się z obyczajów katolicyzmu polskiego), mógł łatwo zastąpić dawną Bestię (państwo rzymskie) nową, tym bardziej że maszyna państwa obcego była dla niego złowroga podwójnie, jako Państwo - skoro własnego nie znał - i jako Rosja.

Niemojewski, uważając Mickiewicza za umysłowość zupełnie niepolską, jest zwolennikiem teorii dość wówczas pospolitej, przeciwstawiającej Polskę Litwie. Według tej teorii wrodzonym zdolnościom (plemiennym?) Polaków odpowiadała racjonalistyczna filozofia Śniadeckich i cały rozwój filozofii w Polsce to potwierdzał (szkoła lwowska, szkoła warszawska, logika matematyczna dostarczyłyby, trzeba przyznać, po temu argumentów). Od Mickiewicza wzięto wszystko prócz mistycyzmu, bo „naród polski, oparty głównie na typie mazurskim i małopolskim, nie miał organu do przyjęcia tego daru”. Tak więc, zapewnia nas Niemojewski, „w Driadach Mickiewicz porwał naród patriotyzmem, natomiast naród ten filozofii jego religijnej głębiej nie wziął, gdyż jej nie znał, prócz chyba czysto zewnętrznie z praktyk religijnych”.

Jeszcze jedna, smakowita, cytata: „Litwa jest krajem na wskroś mistycznym, Polska natomiast wcale; dlatego właśnie Mickiewicz był tak znakomitym katolikiem i filozofem katolickim, gdy w Polsce katolicyzm może trzymać się tak długo, dopóki go nie wyruguje liberalistyczna oświata. Gdy to nastąpi, rozegra się ostateczna walka typów mistycznych z niemistycznemi, przyczem typy mistyczne mogą stracić grunt pod nogami, który im daje chrysńanizm. Przepowiednie tego rodzaju są naturalnie bardzo niewdzięczne. Albowiem już

narodził się u nas neomistycyzm (kogo Niemojewski ma na myśli? Podejrzewam, że Lutosławskiego), a także chrystianizm może się dzięki świetnym umysłom niebywale odrodzić. Ale przy dzisiejszej demokratyzacji pojęcia prostsze biorą górę nad złożonemi. Materializm filozoficzny jest daleko przystępniejszy dla mas łaknących światła niż neomistycyzm. Renanizm był daleko przystępniejszy niż idący po nim symbolizm, a przeto opanował umysły, nie wyłączając umysłów wielu duchownych”.

Wygląda na to, że teoria trzeźwej Polski i mistycznej Litwy została wynaleziona tylko po to, żeby uporać się z fenomenem Mickiewicza. Ten najwyraźniej był jak na nośność literatury polskiej za duży, wszystkich przygniótł i dlatego ta literatura miała odtąd polegać głównie na buntach przeciwko niemu — poczynając od Słowackiego, a kończąc na Gombrowiczu. Skoro jednak Niemojewski powołuje się na zacofanie Litwy, nawet w porównaniu z Warszawą, mógłby obyć się bez dodatkowych teorii, bo z jego punktu widzenia „łabędzi śpiew” religijnych tysiącleci rozległ się tam, gdzie był powinien, tj. w szczególnie zapadłych okolicach Europy, z ich mieszaniną wierzeń pogańskich i chrześcijańskich.

Czy Niemojewski w swoim sądzie o Mickiewiczu jest ekscentrykiem? Jeżeli może nim się wydawać, to tylko dlatego, że jawnych, wojujących wolnomyślicieli było w Polsce mało. Uprawiano wolnomyślicidstwo prywatnie, ale obnosić się z nim publicznie nie chciano, uchodziło to za czyn niepatriotyczny. Gdyby nie samocenzura, takie ujęde postaci Mickiewicza jak u Niemojewskiego nie byłoby rzadkością. Ma ono tę zaletę, że przywraca jedność tam, gdzie dopatrywano się skoków i niezrozumiałych przemian. „Zamilknięcie” uzyskuje nową wymowę, po pierwsze dlatego, że liryki lozańskie oraz Zdania i uwagi, wzięte łącznie, są najwyższym osiągnięciem Mickiewicza jako poety religijnego, aż po wyrzeczenie się wszelkiego ornamentu, tak że język jest sprowadzony do

słów elementarnych, aż po uwolnienie się również od troski

0 jakąkolwiek autorską własność czy oryginalność (zauważmy, jak Zdania i uwagi są omijane przez polskich szkolarzy!). Po wtóre, Mickiewicz nie obrał taktyki oporu agresywnego, z rozgrywką na terytorium przeciwnika, jak to usiłowali przeprowadzić Blake i Goethe. Od „mędrców”, którzy już występowali jako szatańscy władcy laboratoriów (Frankenstein, or tbe Modem Prometbeus pani Shelley ukazał się w roku 1818), odgradzał się „czuciem i wiarą”, ponieważ jednak przeciwnik rozszerzał swoje posiadłości, poezja europejska coraz częściej szukała ratunku w ironii, aż stało się to dla niej jedynym wyjściem. Mickiewicz natomiast — teza Niemojewskiego jest tu bardzo pomocna - nie pochodził z wieku ironii. Tłumaczył kiedyś Byrona, coż z tego, tłumaczył też przecież Woltera. Nie był byronistą (zresztą Byron w porównaniu z nim jest tylko gadaniną) i nie miał zrozumienia dla grymasów ludzi cierpiących na mal du siècle, czyli mirowuju skarb'. Pisać wiersze ironiczne, może coś w rodzaju Kwiatów %ła Baudelaire’a, po zupełnej nagości Zdań i uwag? Towiańszczyzna zatem, szaleństwo ducha wyganianego przez cywilizację mędrków i kupców, staje się zrozumiała. Nie wniosła ona w jego poglądy prawie nic, czego nie znalazłoby się w Dziadach, najwyżej nastąpiło wzmocnienie pewnych akcentów. Również później, po rozejściu się z Towiańskim, Mickiewicz nie zmienił w niczym swoich przekonań z czasu Koła, co nieraz, aż do końca życia, podkreślał w rozmowach.

Parafialny: do jakiego stopnia, uświadamiamy sobie wyliczając nazwiska, które pojawiają się w literaturze w ostatniej dekadzie jego żyda. A więc działa Baudelaire i jako poeta,

1 jako krytyk sztuki; ukazuje się Sobowtór Dostojewskiego; Flaubert pracuje nad Madame Bovary; Kierkegaard ogłasza główne swoje dzieła. Innymi słowy, nowych sposobów i stylów szuka ironiczny „umysł wydziedziczony”. Toteż pisarz nowoczesny, wychowany na rozmaitych odmianach kpiny

 

i sarkazmu, Gombrowicz, odniesie się do Mickiewicza tak jak poprzednio zawodowy wolnomyśliciel Niemojewski, ale okaże się o wiele mniej wspaniałomyślny. Dla Gombrowicza skazą, jaką nosi Mickiewicz, jest jego „filozofia zabobonnego dziecka”. Dla Niemojewskiego natomiast jest on „synem tysiącleci”, to znaczy lata można spędzić dokopując się do ukrytych warstw jego myśli, tak bogate i symbolicznie wieloznaczne są tam złoża i chrześcijańskie, i przedchrześcijańskie. Niemojewski ma jakby przeczucie badań Junga i jego szkoły. Ubolewa nad brakiem religioznawczego wykształcenia u polonistów i przewiduje, że kompetentne studia nad Mickiewiczem będą przeprowadzone nieprędko.

 

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

boson @Krzysztof5 30 grudnia 2018 08:40
10 stycznia 2019 15:21

Miłosz był głupszy niż myślałem

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować