-

boson : nihil est sine ratione

Niemcewicz i Anglicy

“Anglik Riddel wciąga Niemcewicza na Wezuwiusz — wprowadza go do lorda Tilneya — zacnego pederasty; przedstawia parze królewskiej. Widzi burzenie się krwi św. Januarego, wierzy w cud bez zastrzeżeń. Z dwoma Anglikami (Riddlem i Cunninghamem), serdecznymi przyjaciółmi, choć nie umie słowa po angielsku, oni po francusku tak, że z trudem porozumiewają się po włosku — jedzie do Palermo...

W głąb Sycylii ruszają na mułach. Gospody jeszcze brudniejsze niż w Polsce, ludność — sami złodzieje. Za to w najgorszej mieścinie jest doskonały teatr. Kupują lożę, zabita deskami, wyłamują, całe miasto zdumione, najstarsi ludzie nie pamiętają, by kto kupił lożę.
Gramolenie się na Etnę, w Katanii najmują felukę, objeżdżają Sycylię wokoło. Syrakuzy. Piją zdrowie Archimedesa, Agatoklesa, pijaniuteńcy; Anglicy się kąpią, Niemcewicz przerażony, nie umie pływać, włazi jednak też do wody po raz pierwszy w życiu.

Na Maltę. Wielki strach, bo pełno korsarzy grasuje, co zobaczą żagiel w oddali — do zatoki uciekają; docierają szczęśliwie. Kawalerowie maltańscy bogate, bezżenne tłuściochy, nic nie robią — żrą bez pamięci, klepią w karty. Dwa razy do roku urządzają wyprawy na pogan, łapią paru umierających Murzynów, wracają z tryumfem.

Dzięki listom polecającym Niemcewicza dobrze przyjęci, u samego wielkiego mistrza fasek bywają, 12 dni rozkoszują się wyspą. Mesyna tylko co po trzęsieniu ziemi, to się im udało dobrze trafić! Domy rozwalone, wszystko zniszczone — bardzo ciekawe; włażą na Stromboli...

Po pięciomiesięcznym pobycie sunie do Anglii. Porządek, solidność wyspiarzy zachwycają go. Włochy i Francja paskudztwem od razu mu się wydają. Bath, Bristol, Londyn. Bukaty**, Litwin przerobiony na lorda, jego mentorem. Poznaje Paoliego, starego rewolucjonistę, o którym jako dzieciak czytał drzemiącemu ojcu z gazety. Słucha w parlamencie Pitta, Foksa, Burke'a, Sheridana, Greya — szczyty elokwencji jego zdaniem. Uczy się zapamiętale po angielsku, by ich rozumieć.

Książę Walii spotyka go w towarzystwie, słyszał, że świetny tancerz, prosi o zademonstrowanie polskiego narodowego tańca — kozaka. Niemcewicz tańczy z Seweryną Potocką, wszyscy zachwyceni, uczy prysiudów późniejszego Jerzego IV.

Cztery miesiące siedzi w Anglii. Przez Holandię — czystą i nudną, przez Niemcy — brzydkie sknery, przybywa do Wiednia na samo Boże Narodzenie 1785 roku. Zastaje księcia Adama, zdaje relację, czyta mu swój dziennik podróży. Książę wielce rad:
Kochany mój panie Julianie, widzę, żeś nie zmarnował swojego czasu i moich pieniędzy.”

Karol Zbyszewski. “Niemcewicz od przodu i tyłu”.

**) krol-stas-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy/



tagi: rzeczpospolita  polska  anglia 

boson
27 września 2019 12:21
24     924    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
boson @boson
27 września 2019 12:29

“Więcej było służby w Puławach niż żołnierzy w paru pułkach; po pałacu szwendało się czterech kamerdynerów, 12 lokajów, 12 ich pomocników; w kuchni pod chochlą znakomitego Görlitza manewrowało czterech kucharzy, wspieranych przez 15 szturmaków, poza tym specjaliści od pasztetów, sosów, konfitur, ciast, kawy — do każdej niemal potrawy był specjalista. W stajni tuptało 40 furmanów, w ogrodzie gmerało 50 ogrodników, kilkunastu masztalerzy doglądało kulbak sadzonych turkusami, z perłami w strzemionach, pół tuzina szatnych pilnowało fraków, kontuszy, spinek, gaci księcia. Autentyczny Turek miał pieczę nad fajkami, księżna Izabella ochrzciła go przemocą — gdy się upił, był gorliwym katolikiem i szedł do miasteczka łupić pejsaczy.

Naturalnie cała ta służba, ubrana w barwę, czyli liberię, pochodziła ze szlachty; w najnędzniejszym dworku brzydzono się chłopami i nie uważano za godnych zamiecenia izby, co innego kozacy — oni nieraz przetrzepali skórę szlachcie, więc byli godni; oddział z Granowa stale sterczał w Puławach.

Kosztowało utrzymanie tej hałastry! Samych cieląt szlachtowano 16 dziennie. Kuchnia pochłaniała 65 tysięcy złotych rocznie, marszałek Borzęcki i kuchmistrz Görlitz brali najwyższe pensje — po 5000 złotych rocznie. Lokaje dostawali mniej, ale za to kradli więcej. Podatki nie obciążały zbytnio — wynosiły tyle, co pensja świniopasa.”

Karol Zbyszewski. “Niemcewicz od przodu i tyłu”.

zaloguj się by móc komentować



boson @boson
27 września 2019 13:00

Niemcewicz's 1817 pamphlet Rok 3333 czyli sen niesłychany (The Year 3333, or an Incredible Dream), first published posthumously in 1858, describes a Poland transformed into a sinister Judeo-Polonia. The pamphlet has been described as "the first Polish work to develop on a large scale the concept of an organized Jewish conspiracy directly threatening the existing social structure."[14]

polona.pl/item/rok-3333-czyli-sen-nieslychany,NzI1NTIzODE/4/#info:metadata

zaloguj się by móc komentować





boson @boson
27 września 2019 17:35

W marcu 87 roku Niemcewicz, upuściwszy nieco dukatów Czartoryskim, machnął się znowu do Paryża... Książę Adam przypomniał sobie abbé Piattolego — uczonego nędzarza, który spędził jakiś czas w Puławach — za pośrednictwem Niemcewicza zaangażowano go do skomponowania odpowiedniego dzieła... Niemcewicz był łącznikiem między Piattolim a księciem Adamem, donosił mu szyfrem o postępach poczwórnej bzdury, przekładał skamlania Włocha o garstkę chociaż miedziaków — bo na upranie gaci już nie ma, prosi o wyznaczenie stałej pensji, w zamian za którą odda się ciałem i duszą Czartoryskim.

Ksiądz nieznoszący ołtarza i adiutant niecierpiący szabli przypadli sobie do serca. Rozprawiali z lubością o sztuce i literaturze, zapewniali się o wiecznej przyjaźni. Piattolli znał cały Paryż i wszędzie wprowadzał nowego druha. Spędził potem Niemcewicz parę miesięcy w Londynie, prawił swym znajomym z ogniem o Polsce, o podłościach moskiewskich, jak ojciec żydów, tak on nawracał Anglików na polonofilstwo.

Wrócił przez Paryż, w styczniu 88 roku, ze spartolonym projektem Piattollego pod pachą — stanął „hrabia" Niemcewicz w Puławach.

Karol Zbyszewski. “Niemcewicz od przodu i tyłu”. 

 

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 27 września 2019 17:35
27 września 2019 17:42

Jeszcze wysłuchajcie listu Potiomkina.

Szlechetki, co drżały przed dzwińskim łupikijem, struchlały na dźwięk nazwiska sławnego satrapy, zdrętwieli i zdjęli czapki… Donośnym głosem odczytał Zabiełło pismo, w którym Potiomkin zalecał na posłów Michała Zabiełłę, Weyssenhofa, Trębickiego, Niemcewicza…”

 

zaloguj się by móc komentować


boson @boson
28 września 2019 10:22

“Bankier Tepper, wzruszony świeżym prawem miejskim, chcąc się patriotom wywdzięczyć, asygnował 10 tysięcy dukatów do ich dyspozycji. Ze zwykłą zręcznością król uznał, że nie ma dla tej sumki lepszej lokaty jak kieszeń Branickiego. Przeforsował przesłanie jej hetmanowi; wyobraził sobie, że będzie za to cicho siedział. Branicki naturalnie pieniądze skwapliwie przyjął i tylko szydził:
Cóż te hołopupy sobie myślą, żem przekupny błazen? Że pójdę na służbę do mieszczucha Teppera? Jeszczem nie wariat, by więcej ufać jego sakwie niż carskiej...

U bankiera Teppera pito jedynie herbatę zagotowaną na angielskich węglach; bieliznę posyłano do prania do Paryża, jeśli poczta się spóźniła, panny Tepper chodziły w brudnych koszulach, ale wyszorowanej przez miejscową praczkę nie wdziały; ostrygi przywożono ekstrapocztą z Hamburga; łykano wyłącznie wina francuskie po siedem dukatów beczułka, u sknerów węgierskie — czterodukatowe; polskie miody uważano za prostacze pomyje — odsyłano je do kuchni; meble gdańskie, talerze i nocniki wyłącznie saskie; choć jeden kamerdyner musiał być Francuzem; zazdroszczono powszechnie Wincentemu Potockiemu z Niemirowa, iż ma stangreta, co służył u Ludwika XVI i czyta romanse (po francusku) na koźle.

Bankierzy stołeczni srodze utyskiwali, że Polska sprowadza rocznie 36 tysięcy beczek wina z Francji, drugie tyle z Węgier, że import w ogóle jest dziesięciokrotnie większy od eksportu, przeto łatwiej o pieniądze polskie w Paryżu niż w Warszawie. Biadolili, a sami uważali, że siedzieć można tylko na gdańskim zydlu. W Polsce był taki brak monety, że kursowały jeszcze pieniądze bite za Jana Kazimierza. Okropnie wytarte — powodowały ciągłe waśnie i spory”

Karol Zbyszewski. “Niemcewicz od przodu i tyłu”.  

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 28 września 2019 10:22
28 września 2019 11:07

“Bawiący w Rzymie królewicz angielski August de Sussex zapraszał często polską kolonię na wesołe obiady. Zrewanżowali mu się raz składkową, polską ucztą — spitraszoną przez kucharza Walewskiego, rodowitego warszawiaka. Barszcz, kluski, pierogi, kiełbasę z kapustą, schab zalewali chianti. Toast Walewskiego: detronizacja Stanisława Augusta i zdrowia króla polskiego Augusta de Sussex! — wprawił Niemcewicza w zachwyt; prócz nienawiści nic już nie czuł względem Poniatowskiego...

Szkocko-austriacka baronowa pisała co dwa dni tkliwe listy. Donosiła, że będzie we Florencji na początku czerwca, prosiła kochanego Orsiniego, by przyjechał tam na jej spotkanie — spędzą w miłosnym uścisku rozkoszne wakacje. Odpowiedział, że drży w niecierpliwym oczekiwaniu.
W połowie maja, wałęsając się po ulicy, spotkał Niemcewicz poczciwego bernardyna, który z miną tajemniczą wyciągnął list z zanadrza. Rewolucja! Racławice!

W domu zastał długi, jak zwykle maczkiem pisany, list od Piattolego ze szczegółami o wybuchu i pierwszym zwycięstwie. Niemcewiczowi zdawało się, że śni. Jak to, już? Tak prędko? Więc jeszcze nie wszystko stracone? Więc Polska się ocknęła? Ocknął się i on. Rzeczy w worek, do dyliżansu. Prędzej na północ, do kraju, do szeregu. Przemknął przez Florencję; za parę dni przyjedzie tu baronowa, tu czekają nań jej pieszczoty — ach, prędzej do Polski, tam czekają nań armaty.
Zostawił dla baronowej bilecik: Wrócę, gdy ojczyzna będzie ocalona, wtedy, ukochana, zażyjemy szczęścia! Nigdy już w życiu nie ujrzał baronowej.”

Karol Zbyszewski. “Niemcewicz od przodu i tyłu”. 

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson
28 września 2019 11:33

Ciekawe czy Niemcewicz spotkał Byrona albo Shelley.

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson
28 września 2019 11:37

zacny pederasta, fajne- szpiedzy z krainy deszczowców z Italii zrobili tedy Tajlandię 

zaloguj się by móc komentować

boson @genezy 28 września 2019 11:33
28 września 2019 11:42

Nie sądzę by miał okazję:

W grudniu 1796 uwolniony przez cara Pawła I, razem z Kościuszką udał się przez Finlandię, Szwecję, Anglię do Stanów Zjednoczonych (dotarł tam w sierpniu 1797), gdzie początkowo zamieszkał w Filadelfii. Podróżował po wschodnich stanach, spotkał się z Waszyngtonem i Jeffersonem, a latem roku 1798 osiadł w Elizabethtown (stan New Jersey). 2 lipca 1800 w Essex poślubił Amerykankę, Susan Livingston Kean, córkę pierwszego wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych (wdowę po Johnie Kean). W roku 1798 wybrany członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Filozoficznego, a w 1806 otrzymał obywatelstwo amerykańskie. W latach 1802–1804 odwiedził Polskę (powrócił do Warszawy we wrześniu 1802 – bezpośrednią przyczyną przyjazdu była wiadomość o śmierci ojca), w 1807 wrócił do kraju. W 1809 został kawalerem Orderu Świętego Stanisława[6]. W 1812 roku jako członek Towarzystwa Królewskiego Gospodarczo-Rolniczego przystąpił do Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego[7]. Od 1822 osiadł w swych dobrach w podwarszawskim Ursynowie (które chciał nazwać nota bene Ameryka), wprowadził tam nowoczesne metody ogrodnictwa i bez reszty oddał się tam twórczości literackiej.

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 28 września 2019 11:42
28 września 2019 11:43

W 1822 Rozkosz kupił Julian Ursyn Niemcewicz, który chciał nazwę posiadłości, dla upamiętnienia swego pobytu w Stanach Zjednoczonych, zmienić na Amerykę lub Waszyngton[11]. Ostatecznie została ona nazwana Ursynowem – od starego przydomka rodu Niemcewiczów[11]

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson 28 września 2019 11:42
28 września 2019 11:47

bywałem wieczorkiem kiedyś w tym pałacyku, na ścianie wisiał portret Grabskiego, a w wojnę był tam szpital dla lotników niemieckich (w parku na dole po cichu sobie tam leżą)

zaloguj się by móc komentować





zaloguj się by móc komentować