-

boson : nihil est sine ratione

Perski finał czyli angielskie tango (oraz Szwedzi)

Dlaczego tango? A, bo do tańca trzeba dwojga, no a w tym tutaj przypadku, jak zwykle, na końcu tańcują Anglicy… ale skoro o nich mowa, to wiadomo jak lubią oni rankingi wszelakie, więc i ja pokuszę się teraz o kilka „naj”.

Gdybym miał wybrać najważniejszy, bo przełomowy (symboliczny) moment w dziejach Rzplitej, to wybrałbym żołnierski bunt jesienią 1604. Dlaczego?

Choćby dlatego, że dotyczył on największego zagończyka – Aleksandra Józefa Lisowskiego, największego durnia – Mikołaja Zebrzydowskiego, największego hetmana litewskiego – Jana Karola Chodkiewicza i największego polskiego rozczarowania – Jana Zamoyskiego. Nie jestem pewien czy Zygmunt III Wielki był największym polskim królem, ale był o krok by nim zostać z całą pewnością, gdyby tylko mniej durniów wtedy było, a Zamoyski zszedł na dobrą drogę. Polska była wtedy o krok od powstrzymania upadku, a może nawet od prześcignięcia Polski Jana Długosza.

Przypominam – jesienią 1601. król wraz z dowódcą wojsk, Janem Zamoyskim ruszył odebrać Szwedom nasze Inflanty i Estonię – polska ofensywa szła jak burza i w październiku 1602 tenże „Zamoyski chciał jeszcze pokusić się o Narwę i wschodnią Estonię, jednak nie był w stanie nakłonić nieopłaconych wojsk do dalszych działań. …

Zamoyski poczekał na przybycie 50 tys. złotych dla nieopłaconych żołnierzy, ze swoich pieniędzy dopłacił jeszcze 19 tys. złotych po czym zrzekł się dowództwa w Inflantach i wrócił do Polski. Na jego miejsce wodzem pozostałych w Inflantach i Estonii wojsk został Jan Karol Chodkiewicz. Chodkiewicz miał do dyspozycji łącznie 3000 nieopłaconych żołnierzy. Ponieważ sejm nie uchwalił dostatecznie dużych podatków, by zapłacić zaległy żołd, mianowany komisarzem generalnym wojska w Inflantach Chodkiewicz opłacił wojsko z własnej kiesy.

Gdy wrócił pod Dorpat, pozbawiona nadziei na odsiecz załoga skapitulowała 13 kwietnia 1603 roku (przy życiu zostało 1052 żołnierzy szwedzkich). Litwini przejęli miasto z całą artylerią (80 dział), ponadto część piechoty niemieckiej porzuciła służbę u Szwedów i wstąpiła do armii litewskiej. Chodkiewicz miał zamiar ruszyć na Narwę, by zmusić ją do kapitulacji głodem, jednak nieopłacone wojsko odmówiło posłuszeństwa, a ponadto puściły lody w Zatoce Fińskiej, dzięki czemu statki szwedzkie mogły dopłynąć do brzegów Estonii i dostarczyć swym wojskom zaopatrzenie. …

W bitwie pod Białym Kamieniem armia szwedzka została kompletnie rozbita. Brak żołdu dla wojska uniemożliwił Chodkiewiczowi wykorzystanie tego znakomitego zwycięstwa. Wkrótce nieopłacone wojsko zbuntowało się i zawiązało konfederację, na której czele stanął słynny później towarzysz husarski Aleksander Lisowski. Działania w Inflantach znów zamarły, gdyż przy Chodkiewiczu zostało niewielu żołnierzy. Pogrążony w kłótniach sejm roku 1605 nie uchwalił podatków, co przyczyniło się do braku pieniędzy na dalsze prowadzenie wojny ze Szwecją. Chodkiewicz, od niedawna hetman wielki litewski, stanął więc przed niezwykle trudnym zadaniem. Szwecja natomiast do dalszej wojny przygotowywała się bardzo solidnie. Riksdag uchwalił bardzo wysokie podatki, ponadto Szwecja uzyskała wsparcie finansowe od cara rosyjskiego Borysa Godunowa…

Wkrótce obie armie stanęły naprzeciw siebie i doszło do słynnej bitwy pod Kircholmem. Efektowne zwycięstwo wojsk litewskich zrobiło ogromne wrażenie w całym świecie, rozsławiając zarówno imię wodza zwycięskiej armii Chodkiewicza, jak i wojsko Rzeczypospolitej. Zwyczajne już podczas tej wojny braki finansowe, których efektem było nieopłacenie wojska, nie pozwoliły w pełni wykorzystać tego sukcesu i odzyskać utraconych zamków w Inflantach. Jednak nie zmieniało to faktu, że armia szwedzka przestała istnieć, a Ryga została uwolniona od oblężenia. Szwedzi po takiej klęsce nie mogli dojść do siebie i chętnie przystali na zawarcie rozejmu, który miał obowiązywać do 31 października 1608 roku. Rozejm ten jednak nie był przestrzegany, a do drobnych starć dochodziło w całym 1606 roku. W 1607 roku Chodkiewicz zostawił w Inflantach niewielkie załogi i ruszył na wezwanie króla by walczyć z rokoszem Zebrzydowskiego. Odejście Chodkiewicza umożliwiło Mansfeldowi zdobycie Białego Kamienia.”

W tym rokoszu Lisowski stanął po stronie tego największego… miłośnika ś.p. Zamoyskiego – Zebrzydowskiego, ale się na końcu jakoś wywinął. A dlaczego ten Zamoyski taki marny? A, bo stać go było tylko na te marne 19 tysięcy – jego, który miał dochodu 200 tys. rocznie, bo dosłużył się 11 tysięcy km2 królewskich nadań (w tym kilkanastu miast, ponad 600 wsi i… starostwa dorpackiego) – gdyby przynajmniej 100 tys. złotych wyłożył, choćby z tych podatków, których królowi nie raczył zapłacić – Narwa byłaby polska. (Przypominam o tej aferze zbożowej z 1616 na takie właśnie „marne” 100 tys., no i o tych innych pół-milionowych…) Powierzchnia całego majątku którym zarządzał była większa niż województwa małopolskiego dzisiaj – nie mógł to, oprócz swojej Akademii, jakiej politechniki ufundować? A z innymi magnatami warszawskiego Arsenału?

Sława Chodkiewicza dotarła do Persji, gdzie od 1588 panował szach Abbas, bo jest mowa o jego osobistych gratulacjach.  Szach, sam wielkim wodzem będąc, był znany ze sprzyjania chrześcijanom – twierdził, że „woli kurz z podeszw najmarniejszego chrześcijanina, od najważniejszej osmańskiej osobistości”. Cztery lata wcześniej niż Zygmunt III u nas, Abbas I zwany Wielkim też przeniósł stolicę! W 1592, do ponad milionowego Isfahanu, do którego zaprosił wielu cudzoziemców, i choć jego dziadek wyrzucił niejakiego Jenkinsona, to on w 1598 przyjął 26. osobową delegację na czele której stało dwóch Anglików – braci Sherleyów. Sir Anthony, oksfordczyk, wojak i „awanturnik", przyprowadził z delegacją 5000 koni, aby zapoznać Persów z europejską sztuką wojenną, a że był też biegły w artylerii, więc podobno „ustawił” Persom oddział mający na składzie 500 armat (pamiętacie klęskę na Chald-iran?)…

W maju 1599, jego młodszy brat, sir Robert pozostał w Isfahan z 14. Anglikami, a Anthony wraz perskim wielmożą Hosejnem Ali-bejg Bajatem, udał się z listami od szacha do papieża i monarchów Europy, wśród nich do króla Polski, z propozycją sojuszu anty-tureckiego. Do Rzymu dotarli okrężną drogą (Godunow dał veto) dopiero w kwietniu 1601, gdzie doszło do ostatecznego zerwania i Hosejn potem sam udał się do Hiszpanii, a Anthony’ego, w drodze do Wenecji, koledzy Bonda porwali, pozbawili obywatelstwa i wsadzili do angielskiego więzienia. Uwolnił go dopiero Jakub I.

6. lipca 1602. papież Klemens VIII wysłał do Persji swojego legata – karmelita bosy, o. Paweł (Szymon) Rivalora po drodze spędził dwa tygodnie w Krakowie, gdzie Zygmunt III wręczył mu dwa listy – jeden do szacha, drugi do cara, oraz dał przewodnika do Moskwy, szlachcica Neronowskiego. Car legata nie puścił dalej, więc ten jesienią był znowu w Krakowie. Tymczasem w 1602 w Isfahanie zameldował się polski dworzanin, lwowski kupiec – Ormianin i katolik– Sefer Muratowicz, który uzyskał audiencję u szacha, rozmawiał z nim po persku (urodził się w Karahisar, w osmańskiej Anatolii), i zdał po powrocie słynną relację.

Bezpośrednim wynikiem udanej misji „kupieckiej” Muratowicza był przesłany w 1605 list szacha do Zygmunta III Wielkiego, który właśnie przebywał na (tym beznadziejnym) Sejmie, w którym zapewniał o swojej przyjaźni i opisywał swoje wielkie zwycięstwa nad Turkami oraz zachęcał do akcji. Wprawdzie perski poseł został uwieczniony na królewskim weselu, ale niestety, wtedy właśnie król próbował załatwić porachunki ze Szwedami…

Z kolei, legat papieski po długim oczekiwaniu na dobrą okazję (i założeniu pierwszych klasztorów karmelickich w Polsce, w Krakowie i we Lwowie) udał się do Persji przez Kazań i Baku (dymitriady!) –  o. Szymon dotarł do szacha wiosną 1608. Abbas początkowo wpadł w wielki gniew słysząc o bierności Europy – opócz sojuszu antytureckiego, m.in. domagał się od króla francuskiego skierowania handlu jedwabiem przez zatokę perską.

Tymczasem, już dużo wcześniej sir Robert popadł w niełaskę u szacha, ale właśnie wtedy w 1608 dostał pozwolenie na wyjazd z misją do Europy, i to dopiero po ślubie z czerkieską księżniczką, która na chrzcie z rąk karmelitów przyjęła imię Teresia. Dotarł sprawnie do Krakowa i 25. lutego 1609 został wspaniale przyjęty przez króla. Niestety, ani Polska, ani inne królestwa nie dały jednoznacznej odpowiedzi na propozycje sojuszu anty-tureckiego.

Sherley wrócił do Persji w 1613, a w 1615 podróżując znowu do Europy spotkał na pustyni karawanę niejakiego Thomasa Coryata – co tam za ruch był w interesie… Sir Robert osiadł z żoną w… Madrycie, ale jeszcze w 1622 odwiedził Rzym i… Kraków, po czym, po raz ostatni Anglię w 1623-6.

Stosunki szacha z Hiszpanią były chłodne – fatalnie skończyła się perska misja do Hiszpanii z 1608 – część delegacji przeszła na chrześcijaństwo, a on został z niczym – jego naciski w sprawie odzyskania od Portugalczyków kluczowej wyspy Ormuz – u wejścia do zatoki Perskiej, nic nie dały, bo nie godził się w zamian uciąć wszelkich kontaktów z Anglikami… Ci za to nie próżnowali, w 1622 odbili Ormuz nagłym desantem i zostali największymi przyjaciółmi szacha. Handel Anglii z dalekim Wschodem, czyli Kompania Wschodnioindyjska, uzyskał wielki przyczółek, a w 1648 polska konkurencja lądowa została zlikwidowana… Francuzi otworzyli perski oddział swojej wschodniej kompanii dopiero w 1664.

Władysław IV posłał do Persji w 1639 Teofila Szemberga – szach Safi wprawdzie obiecał opiekę nad misjami katolickimi, ale o wojnie z Turcją nie chciał słyszeć, bo ten front miał już zamknięty… Potem miało miejsce jeszcze wiele misji dyplomatycznych, ale żadna z nich już nie przyniosła poważnych ustaleń militarnych. Także te liczne z lat 1641-8, ale to jest już temat na inną notkę.

Sir Robert Sherley tradycyjnie przedstawiany jako podróżnik i awanturnik ew. łowca przygód (adventurer), wrócił do Isfahanu dopiero w 1627, razem z ambasadorem Karola I, ale skończyło to się dla obu fatalnie – śmiertelną biegunką. Żona przeniosła jego prochy do Rzymu, a sama zamieszkała tam na ponad 30 lat, w klasztorze Santa Maria della Scala.

___

PS.

François Mesgnien czyli Franciszek Meninski – językoznawca polski pochodzenia francuskiego, znawca języków Bliskiego Wschodu, gramatykarz i leksykograf. W młodości studiował w Rzymie filozofię pod kierunkiem jezuitów. Tam też prawdopodobnie zainteresował się językami orientalnymi (przypuszczalnie pod wpływem ojca R. P. Giattiniego S.J., który oprócz matematyki, logiki, fizyki i teologii zajmował się również językami Azji).

Rok po śmierci W. Bieczyńskiego (1655) urząd tłumacza królewskiego w Warszawie powierzono właśnie Meninskiemu. Ten jednak nie zabawił długo w Polsce i już w 1657 r. wyruszył ponownie do Stambułu, tym razem jako nieoficjalny agent króla Jana Kazimierza. Trzecią podróż odbył w 1659 r. – mając teraz stanowisko internuncjusza został przyjęty na audiencję najpierw u naczelnego wezyra (12 lutego 1660), a następnie także u sułtana (16 marca 1660) i wielkiego muftiego (17 marca 1660). Rozmowy – zakończone sukcesem dyplomatycznym – prowadził samodzielnie po turecku, obywając się zupełnie bez tłumacza.

Po powrocie do Warszawy Meninski sporządził projekt szkoły tłumaczy i dyplomatów przeznaczonych do służby w krajach Wschodu. Ponieważ jednak dwór królewski nie znalazł pieniędzy na realizację tego zamysłu, Meninski poczuł się rozczarowany i to było być może przyczyną jego wyjazdu do Wiednia (1661 albo 1662), gdzie wstąpił na służbę Habsburgów.

Edmund Castell (1606–1686) was an English orientalist.

At the age of fifteen he entered Emmanuel College, Cambridge, gaining his BA in 1624-5 and his MA in 1628. Appointed Professor of Arabic in 1666… His great work, the Lexicon Heptaglotton Hebraicum, Chaldaicum, Syriacum, Samaritanum, Aethiopicum, Arabicum, et Persicum (1669), took him eighteen years to complete, working (according to his own account) from sixteen to eighteen hours a day. He employed fourteen assistants on the project, and spent £12,000, ruining himself in the process as there was little demand for his finished lexicon.



tagi: imperium  polska  persja  francja  szwecja 

boson
13 czerwca 2018 20:45
2     591    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:

boson @boson
15 czerwca 2018 20:58

...Przypomnijmy,  że w 1598 bracia Sherleyowie przybywają do Isfahanu, aby podzielić się z Persami najnowszą wiedzą wojskową i nawiązać poważne kontakty dyplomatyczne. W 1599 Anthony Sherley z posłem perskim rusza do Europy, a szach Abbas w 1603 uderza na Osmanów i odnosi pierwsze wielkie zwycięstwa. Robert Sherley pozostaje ciągle na dworze perskim, najprawdopodobniej także w charakterze zakładnika. W 1605 do Krakowa przybywa kolejny perski poseł i wprawdzie o wielkim sojuszu anty-tureckim ciągle nie może być mowy, ale ewidentnie sprawy nabrały przyspieszenia.

Już Sefer Muratowicz donosił w 1602 o krypto-chrześcijaństwie Abbasa, co wydawały się potwierdzać inne źródła. Tak czy inaczej, papieska dyplomacja uznała, że jest w tym coś więcej niż tylko „puszczanie perskiego oka” i są poważne szanse na szerzenie chrześcijaństwa w Iranie.  Przy pisaniu poprzedniej notki umknął mi jeden niesamowity szczegół – prezent dla szacha jaki legat papieski, o. Szymon, w 1607 zabrał ze sobą z Krakowa. Pamiętacie wybuch gniewu Abbasa, kiedy się dowiedział o bierności Europy? Myślę, że ten wielki gniew mu minął, kiedy przyjrzał się owemu prezentowi – była to bowiem słynna Biblia Krzyżowców, św. Ludwika IX ! Wystarczyło ją obejrzeć, aby docenić ten prawdziwie królewski podarunek.

Dzisiaj nazywana jest zazwyczaj Biblią Maciejowskiego, bo to właśnie biskup krakowski, Bernard Maciejowski, był wtedy w jej posiadaniu i to on ją przekazał legatowi. Nie wiadomo jak ona trafiła do biskupa, za to wiadomo, że niejaki J.P. Morgan odkupił ją w 1916 od potomków angielskiego (jakby inaczej) bibliofila. Biblia jest przechowywana w Nowym Jorku w Morgan Library & Museum:

„Kodeks składa się z 43 pergaminowych folio o wymiarach 390×300 mm. Na rozkaz Abbasa I z kodeksu usunięto 3 folio, na których zilustrowany był bunt Absaloma przeciwko Dawidowi (szach uważał tę treść za nieodpowiednią dla swoich synów). Dwa wyjęte folio są przechowywane obecnie w Paryżu we Francuskiej Bibliotece Narodowej, jedno znajduje się w Los Angeles w J. Paul Getty Museum.

Biblia Maciejowskiego zawiera 283 ilustracje do ksiąg biblijnych: od Księgi Rodzaju do 1 Księgi Królewskiej (panowanie Dawida). Ilustracje rozmieszczone są po cztery na każdej stronie w sposób pokazujący przyczynę i skutek, co nie zawsze jest zgodne z chronologią biblijną. Taki układ miał za zadanie wzmocnienie dydaktycznej roli treści biblijnych. Dla przykładu, ilustracja z zabijającym braci Abimelekiem została umieszczona naprzeciw składającego w ofierze swoją córkę Jeftego, co miało ukazać różnicę pomiędzy prawym a nieprawym zabójstwem. Biblia Maciejewskiego jest jednym z najlepszych źródeł do historii wojskowości w średniowieczu. Przypuszcza się, że pracował nad nią żołnierz, o czym świadczy dokładność, z jaką przedstawione są detale broni i wyposażenia rycerzy. Pod względem kompozycji i pieczołowitości sceny batalistyczne są o wiele lepsze niż sceny z życia codziennego.

Początkowo kodeks nie zawierał tekstu. Około połowy XIV wieku na marginesach zostały dodane krótkie notatki po łacinie, opisujące zawartość ilustracji. Uważa się, że teksty dołączono w Neapolu z inicjatywy Karola I Andegaweńskiego. W Persji – na zamówienie Abbasa I – w kodeksie dopisano tłumaczenie większości łacińskich notatek na język perski. Z czasem tekst poszerzono dodatkowo o hebrajsko-perskie teksty (perski tekst został napisany alfabetem hebrajskim).”

Musiało to zrobić olbrzymie wrażenie na szachu, skoro natychmiast „uwolnił” Roberta Sherleya i posłał go z wielkim poselstwem (i jego młodą katolicką żoną) do Europy. Jak wiemy, Sherley z pierwszą wizytą udał się do Krakowa, gdzie go już w lutym 1609 Zygmunt III Wielki przyjął, a potem dalej, przez Pragę, do Rzymu. Z jego audiencji u Pawła V we wrześniu tego roku, mamy zachowaną bardzo ciekawą grafikę – Sir Robert w turbanie, który ma taj z krzyżem! Taj, czyli sterczący pręt wokół którego turban owijano, był oznaką najwyższej perskiej dystynkcji, a Sherley jest pierwszym znanym cudzoziemcem który go otrzymał.

Potem przez Flandrię i Francję, Sherleyowie dotarli do Madrytu. Tam Teresia nawiązała bardzo bliskie stosunki z karmelitanką, siostrzenicą Teresy z Avila – otrzymała od niej relikwie świętej. W 1611 małżonkowie znaleźli się w Anglii, gdzie Teresia urodziła ich syna, Henryka. Kiedy dwa lata później ruszali do Persji, mały Henryk został pod opieką jego chrzestnej – królowej Anny…

W 1628 Sir Robert padł ofiarą potężnych sił, wśród których E.I.C. mogła odgrywać zasadniczą rolę. Teresia zmarła dopiero w 1668 i została pochowana razem z mężem w karmelickim klasztorze Maria della Scala w Rzymie, a na płycie grobowej kazała wyryć:

TERESIA SAMPSONIA AMAZONITES SAMPHVFFI CIRCASSIAE PRINCIPIES FILIA,  czyli „Teresia Sampsonia z Amazonów, córka Samphuffiego, księcia czerkieskiego”.

Lady Teresia nawiązała w tym do legendy walecznych Amazonek – tego walecznego ducha można dostrzec w jej angielskim portrecie, gdzie trzyma pistolet. Z kolei sarmackiego określenia użył u nas po raz pierwszy Jan Długosz, choć podobno już słynny Flodoard, francuski kronikarz z X. wieku określał Słowian – Sarmatami. Domniemani przodkowie szlachty, Sarmaci, byli konfederacją plemion głównie irańskich żyjących na północ od Morza Czarnego. (Nb. w V wieku p.Ch. Herodot pisał, że plemiona te były potomkami Scytów i Amazonek.) Przez całe to nasze ciemne Oświecenie ten legendarny sarmatyzm był symbolem głupoty, zadufania i czego tam chcecie… Ciekawym co o tym myślą nasi współcześni oświeceniowi pogrobowcy, kiedy to analizy genetyczne jednoznacznie pokazały, że właśnie u Polaków najczęściej występuje tzw. haplogrupa R1a1 w męskim chromosomie Y...**

Pan Piotr Makuch w książce pt.”Od Ariów do Sarmatów” (Kraków 2013) idzie dalej – znajduje istotne analogie między: Wawel i Babel, Krakus i Kurasz (Cyrus), Kraków i Kurkath itd. itp. Koligacje polsko-perskie zaiste sięgają bardzo głęboko…

___

**) Aż się prosi by tu wspomnieć o Ormianach, naszych „najstarszych braciach”…:

https://bosonweb.wordpress.com/2017/08/22/bractwa-grecy-i-zydowscy-arendarze/

https://bosonweb.wordpress.com/2017/08/25/ormianie-w-polsce-i-w-east-india-company-for-the-time-being/

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować