-

boson : nihil est sine ratione - Leibniz... a wyżej, żonkile 和紙 - Słodkowska

Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – dwa życiorysy

Wpierw życiorys wedle rozdziału pt. « MIETKU, WPUŚĆ MNIE DO POLSKI » z Biografii odtajnionych Joanny Siedleckiej (także tytułem ostrzeżenia wobec tej autorki...) - chodzi tu o Alicję Lisiecką:

« Choć była wtedy, to znaczy w latach 60., niebywale wpływowa i groźna, ferowała literackie wyroki, bał się jej więc i nadskakiwał cały, męski na ogół, literacki światek. Trzęsła głównie „Nową Kulturą”, najważniejszym wówczas tygodnikiem, jako zastępczyni naczelnego, a w istocie naczelna — Stefan Żółkiewski, zajęty swoimi licznymi funkcjami, tylko pismo firmował, ona natomiast nim rządziła.

„Pryszczatolożka”, jak ją nazywano, lansowała zwłaszcza „pryszczatych” (Woroszylskiego, Mandaliana, Konwickiego), innych natomiast, choćby najzdolniejszych — Iredyńskiego czy grupę „Współczesności” — chlastała bezlitośnie, i to nie tylko w „Nowej Kulturze”, ale jako recenzentka wewnętrzna poezji w „Czytelniku”, utrącając tomiki na przykład, według niej „grafomana”, Aleksandra Ziemnego. Mogła pisarza stworzyć albo zniszczyć. »

« Już dawno nie było u nas kobiety tak ambitnej, tak niesłychanie żądnej władzy i popularności — notował 13 stycznia 1961 roku w swoich Dziennikach Mieczysław Rakowski. „Na pewno jest zdolna, pisze ciekawie, ale jest to kobieta nieprzebierająca w środkach, atakująca z całym impetem przeszkody wyrastające na jej drodze. Dość interesująca dla mężczyzn, niebrzydka.” »

« A przede wszystkim bardzo zgrabna, o najpiękniejszych nogach w całej Warszawie. Błyskotliwa, inteligentna, oczytana, „w piśmie biegła”. Nigdy jednak, zwłaszcza w gomułkowskim PRL-u, nie osiągnęłaby, i to jeszcze przed trzydziestką, tak wysokiej pozycji bez poparcia swoich kolejnych, wysoko postawionych mężczyzn, którym to ona wskakiwała do łóżek, rozbijając ich małżeństwa. Na przykład wszechwładnemu wtedy „Hetmanowi”, Stefanowi Żółkiewskiemu, do 1968 roku członkowi KC, kierownikowi wydziału kultury i nauki, ministrowi szkolnictwa wyższego, przedstawicielowi najwyższej partyjno-rządowej elity, mieszkańcowi alei Róż. »

I tak dalej, itp. kontynuuje Joanna Siedlecka, ale ani razu się nie zająknie o tym JAKIM CUDEM owa Lisiecka mogła zrobić TAKĄ karierę, a jedynie odnotowuje ta słynna pisarka taki oto „paradoks”:

« Szpanowała też najmodniejszymi, zachodnimi ciuchami. Włoskimi szpilkami, siatkowymi pończochami, najkrótszymi minispódniczkami. Zawsze zresztą, już na polonistyce była świetnie ubrana — dostawała paczki od swego ojca Tadeusza Lisieckiego, absolwenta szkoły dyplomatycznej w Paryżu, przed wojną wysokiego urzędnika działu szyfrów MSZ-etu, członka gabinetu ministra Becka, konsula w Szwajcarii i Francji. Został po wojnie w Londynie, współpracował z generałem Andersem.

Alicja Lisiecka, konsulówna, jak ją nazywano, próbowała kilkakrotnie i bezskutecznie do niego uciekać, a to przez zieloną granicę, a to pod pokładem statku. Po raz drugi ze swoim mężem, Jerzym Tabaczyńskim, którego poślubiła w wieku lat 19 i równie szybko się z nim rozwiodła. Zdolna, ambitna, energiczna, chciała jednak robić karierę, przestała więc być „konsulówną” i już na polonistyce wstąpiła do ZMP, a wkrótce do partii, gdzie, jak zawsze, wybijała się i wyróżniała. »

« Jakież było więc zdumienie, gdy w maju 1969 roku, podczas kolejnego wyjazdu na Zachód, „Pompadura” wybrała wolność, poprosiła w Berlinie Zachodnim o azyl polityczny, który otrzymała!

Zgodnie z ówczesnym rytuałem Zarząd Główny Związku Literatów, oczywiście jednogłośnie, usunął ją ze swoich szeregów, a tak przychylna jej dotąd prasa chóralnie ją opluła. …

Osiadła w Londynie i choć, na co liczyła, nie otrzymała posady w Wolnej Europie, jednak z nią współpracowała, pisywała do jej pisma „Na Antenie” oraz londyńskich „Wiadomości” — otwierały się już wtedy na przybyszów z PRL-u, zmieniających swą polityczną orientację. Wydała napisaną jeszcze w Polsce książkę o Norwidzie, wyróżnioną Nagrodą Kościelskich, a także trzy nowe. »

No, i w końcu, po latach tytułowy « „Mietek” wstawił się wreszcie za nią u generała. 21 maja 1985 roku napisał:

Drogi Czesławie! To już szósty list w ciągu miesiąca od Alicji Lisieckiej. Proszę Cię o energiczne zajęcie się tą sprawą. To już chory i lekko schizofreniczny człowiek.

„Czesław” milczał po piśmie Dobraczyńskiego i Czyrka, ale na prośbę „Mietka”, z którym najwyraźniej się liczył, odpowiedział natychmiast, już następnego dnia. Mimo informacji o stanie Lisieckiej zadecydował jednak: Do Polski wpuścić, ale pod warunkiem odebrania od niej w Anglii tekstów obszczekujących Zachód, emigrację, zachodnie służby specjalne. Nie przeciągać sprawy. …

Przyleciała [do Polski] we wrześniu 1985 roku… »

___

A teraz ten drugi życiorys, gdzie nicią wspólną jest "Mietek" Rakowski.

Michał Kalecki (ur. 22 czerwca 1899 w Łodzi, zm. 18 kwietnia 1970 w Warszawie) – polski ekonomista, profesor Zakładu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk i Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, członek PAN. Szwagrem Michała Kaleckiego był Ary Sternfeld, radziecki uczony, jeden z pionierów kosmonautyki, astronautyki. Był synem Abrama (właściciela niewielkiej przędzalni) i Klary z domu Segałło (pochodzącej z rodziny urzędniczej). [Owa Klara była zapewne krewną tego „handlarza starzyzną” z Samboru, o którym można przeczytać tu…] 

Wyjechał w 1936 roku do Wielkiej Brytanii, do 1938 pracował w London School of Economics, później był asystentem w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Cambridge; w latach 1939-1945 pracował w charakterze asystenta w Instytucie Statystyki Uniwersytetu Oksfordzkiego, pewien czas spędził we Francji. Po wojnie pracował krótko w Międzynarodowym Biurze Pracy w Montrealu, a po powrocie do kraju (1946) był doradcą ekonomicznym w Centralnym Urzędzie Planowania oraz urzędnikiem w Ministerstwie Finansów.

W latach 1946-1954 pracował w Departamencie Ekonomicznym Sekretariatu ONZ (zastępca dyrektora jednego z działów). Był ekspertem ekonomicznym kilku rządów, m.in. Izraela (1951), Meksyku, Indii (1959-1960), Kuby (1961). W Polsce pracował jako doradca ekonomiczny w Komisji Planowania przy Urzędzie Rady Ministrów (1955-1957) i przewodniczący Głównej Komisji Planu Perspektywicznego (1957-1960); zajmował się jednocześnie pracą naukowo-dydaktyczną, był kierownikiem Działu Ekonomii Współczesnego Kapitalizmu (1955-1961) i profesorem zwyczajnym (1956) w Zakładzie Nauk Ekonomicznych PAN oraz profesorem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (1961-1969, pracował w Katedrze Ekonomii Politycznej na Wydziale Handlu Zagranicznego). W latach 1962-1968 przewodniczył Radzie Naukowej Międzyuczelnianego Zakładu Problemów Gospodarki Krajów Słabo Rozwiniętych SGPiS i Uniwersytetu Warszawskiego. Był również wiceprzewodniczącym Rady Ekonomicznej przy Radzie Ministrów (1957-1963).”

To nie wszystko – olbrzymi wpis nt. prof. Kaleckiego w angielskiej wiki dopiero wbija w fotel. A tam np. takie kwiatuszki:

„In 1955 Kalecki returned [again] to Poland, never to work abroad for any extended period again. Having come to Poland, Kalecki was hopeful for an opportunity to participate in reforms that were socially advantageous. He believed that socialism would avoid the miseries brought by capitalist policies. … In 1957, he was appointed chairman of the Commission of the Perspective Plan. … `The end of 1958 had marked the beginning of the erosion of his influence.’ …

The events of the 1968 Polish political crisis caused Kalecki’s retirement and resignation from the positions he had held. However, he still wrote numerous research articles. During Kalecki’s last visit to Cambridge in 1969, his seventieth birthday was celebrated. He gave a conference where he was greatly applauded for the clearness of his explanations as well as for the overall trajectory of his life.”

Na koniec warto tu dorzucić takie rodzynki jak publikacje pt. Uogólnienie wzoru efektywności inwestycji (1959, z Mieczysławem Rakowskim) i Zagadnienia finansowania rozwoju ekonomicznego (1959, w: Problemy wzrostu ekonomicznego krajów słabo rozwiniętych pod redakcją Ignacego Sachsa i Jerzego Zdanowicza). Gdzie trafiamy na jeszcze innego wszechświatowego eksperta – Ignacego Sachsa, który nawet nie ma polskiego wpisu w wiki – a przy tym ten angielski i francuski donoszą:

„Now Sachs is an invited researcher in the Institut of Advanced Studies in University of São Paulo – he lived in Brazil between 1941 and 1953 as a war refugee. He was one of the rare Jews who have returned to Poland (before his move to France) after the World War II; he did it due to his communist convictions.”

„En 1973, il crée à Paris le Centre international de recherche sur l’environnement et le développement, un laboratoire d’économie mettant en œuvre cette approche et qu’il a dirigé pendant 14 ans. Ignacy Sachs est considéré comme l’économiste précurseur du développement durable.”

__

A wszystko to przy tzw. Żelaznej Kurtynie…



tagi: imperium  żydzi  polska 

boson
19 lutego 2018 10:13
16     1386    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @boson
19 lutego 2018 10:22

Za Siedlecką Cię 'zjedzą' ...:))....

.

 

zaloguj się by móc komentować

Wrotycz1 @boson
19 lutego 2018 11:28

Nigdy dosyć przypominania o starych miszczach. Szczególnie o tych, którzy nam urządzali gospodarkę. Historycy wykręcają się Mincem, a tu tylu jeszcze jest. Nie możemy zapomninać o Adamie Szaff'ie, z którego książki nauczano nas ekonomii w latach szczenięcych, a który oprócz wielu dokonań w KPP, PPR i PZPR za wiki "W latach 1944–1946 kierował polskim zespołem Radia Moskwa.

W 1948 powrócił do Warszawy. Był członkiem Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej. W tych latach reprezentował poglądy stalinowskie[3]. Rok później pod patronatem KC PZPR założył ideologiczny Instytut Kształcenia Kadr Naukowych, którym kierował do 1954. W tym roku stanął na czele Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR, w 1957 został kierownikiem Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, którą kierował do 1968."

" W 1959 promował badania filozofii średniowiecznej prowadzone przez absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego[5]. Był protektorem zakładanego przez Adama Michnika Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności. W 1965 opublikował książkę Marksizm a jednostka ludzka, w której postawił ryzykowną wówczas tezę, że w społeczeństwie socjalistycznym alienacja jednostki może istnieć w dalszym ciągu. Zyskał przez to u ówczesnych władz opinię rewizjonisty. "

oraz " Il fut membre honoraire du Club de Rome2, ainsi que docteur honoris causa des universités de Nancy, de Paris et de Ann Arbor. "

a ponadto " W czasie trwania stanu wojennego był ostrym krytykiem Solidarności; znana była jego propozycja zgłoszenia kandydatury Wojciecha Jaruzelskiego do Pokojowej Nagrody Nobla[6]. Współpracował z MSW PRL w akcjach wywiadowczych przeciwko USA[7]. 27 czerwca 1984 został wydalony z PZPR mimo poparcia udzielonego gen. Jaruzelskiemu. Powodem było to, że swoje poglądy na temat ideologii i polityki PZPR ośmielił się prezentować poza oficjalnym forum partyjnym. Po przemianach społecznych w 1989 pozostał konsekwentny i nadal wierny swoim ideom, prezentując m.in. pogląd marksizmu demokratycznego jako recepty na kapitalizm, który według niego nie poradzi sobie z głodem i bezrobociem strukturalnym, że przyszłością ludzkości jest nadal socjalizm, choć ten przyszły ustrój nie musi się tak nazywać."

Teraz należy tylko spytać o uczniów miszcza, a jest ich pewnie wielu, choć jakoś nie wspominają Go oficjalnie. Może nawet jest "mafia d'ecole".

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @boson
19 lutego 2018 11:37

Bardzo ciekawe uzupełnienie wiedzy o "epoce". Tan cały towarzysz Żółkiewski podobno miał dwie asystentki w tym IBL a jedna to była Maryśka Janion. Strasznie mu się podlizywała. Jak widać, chyba drugą była ta Lisiecka, co miała "lepsze nogi". Trzeba dotrzeć do odcinka "Errata do biografii" o Stefanie Żółkiewskim, który to odcinek jest objęty cenzurą, bo się okazało, że Żółkiewski poza pięknymi paniami lansował też masonów, z Janem Józefem Lipskim na czele.
Kalecki to był "filar SGPiS".

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 19 lutego 2018 11:37
19 lutego 2018 11:51

« Kłuła też w oczy swoim stylem życia. Co było w latach 60. rzadkie, miała własny wóz, warszawę. Z puli premiera Cyrankiewicza dostała piękne mieszkanie na Marszałkowskiej, a później jeszcze lepsze — na Starówce, przy Jezuickiej 6, po zmarłym Cacie-Mackiewiczu. Otrzymał je po triumfalnym powrocie z emigracji, a gdy ona również ją wybrała, nagrodzono nim pułkownika Załuskiego.

Urządzała słynne na całą Warszawę żurfiksy, zapraszała ówczesny intelektualno-polityczny high life: Mieczysława Rakowskiego, Artura Starewicza, Beatę Tyszkiewicz, Kazimierza Brandysa. Wyjeżdżała często na Zachód, na stypendia PAN-u, ZLP, rządu francuskiego. Otrzymywała przydziały reglamentowanych wtedy dewiz oraz pożyczki na ich kupno. Królowała w domach pracy twórczej, w zakopiańskiej „Astorii”, Oborach, kawiarni ZLP i PIW-u; swoich drugich domach. I — co było wielkim wyróżnieniem i zaszczytem — dopraszał ją czasem do swego stolika sam Antoni Słonimski, ciekawy wieści z partyjnego Olimpu. »

zaloguj się by móc komentować

boson @boson
19 lutego 2018 12:12

« 22 sierpnia 1969 roku.

„Wiesz zapewne, że Lisiecka wybrała wolność w Londynie” — pisał Jerzy Giedroyc do Czesława Miłosza. „Wczorajszy i dzisiejszy »Times« drukuje wywiad z nią pióra nieocenionego Leopolda Łabędzia. Myślę, że ze względu na romans z Nowakowskim osiądzie zapewne w Wolnej Europie. Miejmy nadzieję, że bez szkody dla rodziny Nowakowskich”.

Nie doszło do niej, bo gdy zjawiła się na Zachodzie, Nowakowski, który nie spodziewał się jednak, że jego Simone de Beauvoir na ten krok się zdecyduje, zerwał z nią po ultimatum swojej żony, córki generała Maczka, musiał się więc z nią liczyć. Razem z Janem Nowakiem, szefem polskiej sekcji RWE, nie chcieli jednak dopuścić do skandalu, pomogli więc Lisieckiej urządzić się na Zachodzie. I to nie tylko dzięki swojej lewicowej proweniencji, lecz także ich kontaktom uniknęła poniewierki Brychta. Otrzymała bez problemu azyl polityczny, z tym że nie w RFN-ie, ale w Londynie, jak najdalej od Nowakowskiego, swego niedoszłego Sartre’a. Zajęcia na jednym z londyńskich uniwersytetów, stypendium Kongresu Wolności Kultury, połowę typowego angielskiego domku, azylowy zasiłek. Wszystko, z wyjątkiem tego, a raczej kogoś, na kim najbardziej jej zależało, i wtedy właśnie, z upokorzenia, po raz pierwszy załamała się nerwowo.

Po raz drugi stało się to już w Londynie. Znów wyskoczyła oknem, lądując w szpitalu psychiatrycznym po kolejnym, miłosnym zawodzie. Fiasku związku z kimś, kto miał być wreszcie jej Sartre’em. Andrzejem Stypułkowskim, jedną z ważniejszych emigracyjnych postaci. Zmarłym w 1980 roku szefem wydawnictwa „Polonia Book Foundation”, wydawcą jej Mandarynów i gryzipiórków. Ale i on ani myślał rozbijać dla niej swego małżeństwa.
Ona natomiast coraz rozpaczliwiej pragnęła wreszcie trwałego związku. Zwłaszcza właśnie na emigracji, gdzie wracała do pustego mieszkania, zabrakło jej narkotyku, czyli kawiarnianego stolika, a przyjaciele z Polski bali się pisać do politycznej azylantki. Tym bardziej też, że czas mijał, a bardzo chciała zostać matką.

„Ja chcę jeszcze mieć dziecko w Polsce, nie tu”, pisała w lutym 1974 roku w liście do Putramenta. A do Artura Starewicza (5 maja 1974 roku): „Może wzorem Agnieszki Osieckiej zafunduję sobie córeczkę, Klarę. Właściwie żałuję, że nie miałam z Tobą dziecka”. »

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @boson 19 lutego 2018 11:51
19 lutego 2018 12:45

Mieczysław Rakowski jeśli chodzi o panie to był "koneser" podobno. To przypomina sytuację we Francji w czasach po-rewolucyjnych: żerowisko nowej władzy otoczone ambitnymi młodzieńcami -artystami i pochlebcami oraz kobietami lżejszej konduity. Po gwałtownych zmianach władzy i wielkiej jumie zawsze to tak wygląda. Agnieszka Osiecka jakkolwiek w ZMP to miała jedyny jacht prywatny w swoim czasie, Maryla jeździła najepszymi furami i w futrach a obie było stać na wynajmowanie apartmą w hotelach w Zopott.  Beata Tyszkiewicz była "supergwiazdą" w NRD, Bułgarii i ZSRR i otwarcie mówi o swoich "relacjach intymnych". Jaka władza, taki 'hajlaif".:)))

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @boson 19 lutego 2018 12:26
19 lutego 2018 12:46

Obstawiali "wszystkie opcje": byli "komuniści" i "antykomuniści" a wszyscy - synowie kupców z Pabianic i  Stryja albo i Kołomyi.

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 19 lutego 2018 12:45
19 lutego 2018 12:56

Nie wiem tylko, na jakiej podstawie Siedlecka miesza do tego bagna gen. Maczka?!

Jego córka wcale nie była żoną owego Nowakowskiego... prowokacja?

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Nowakowski_(pisarz)

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 19 lutego 2018 12:56
19 lutego 2018 13:04

« W Polsce osiągnęła też właściwie wszystko, marzyła więc o karierze na Zachodzie. Ale jak zawsze, opierając się na wpływowym i ważnym mężczyźnie, a miał nim być tym razem Tadeusz Nowakowski, niezły emigracyjny pisarz, autor Obozu wszystkich świętych, jeden z filarów Wolnej Europy. Przystojny, elokwentny, z żoną i dzieckiem, co nie stanowiło nigdy dla Lisieckiej żadnej przeszkody. Poznała go w 1965 roku we Włoszech, na stypendium Ministerstwa Kultury. W 1966 roku przyjechał do niej do Londynu na pogrzeb jej ojca. I nie skończyło się na krótkim romansie, ale trwało. Pod czujnym okiem bezpieki — Nowakowski był przecież, jak pisała, kadrowym pracownikiem Wolnej Europy w naszym aktywnym rozpracowaniu.

Oboje igrali więc z ogniem. Nowakowski komplementował ją w paryskiej „Kulturze” i londyńskich „Wiadomościach”, nazywając „miss ZLP”, „Simone de Beauvoir bez swego Sartre’a”. »

zaloguj się by móc komentować


boson @boson
19 lutego 2018 13:46

"Generał wspominał, że przed wojną znał ojca Dzieduszyckiego. Żona Maczka dobrze znała natomiast matkę Dzieduszyckiego oraz jego siostrę i bywała nawet w domu Dzieduszyckich. W trakcie serdecznej rozmowy Maczek w przypływie szczerości wyznał, że chętnie pojechałby do Polski. Z pewnym żalem miał powiedzieć, że przez swoje „głupie ambicje" stał się bezpaństwowcem i musi służyć jako barman w hotelu u swojego byłego sierżanta.

Gdy Dzieduszycki spytał Maczka, dlaczego nie próbuje wrócić do Polski, generał stwierdził, że bardzo by chciał, ale nie wie, jak to zrobić: „Nie mam paszportu polskiego, nie mam paszportu brytyjskiego – bo jestem Polakiem i nie chcę brać obywatelstwa brytyjskiego. Mam papiery »nansenowskie«. Mam tu jedną córkę [Renatę] zamężną i drugą chorą na utrzymaniu. Mimo to na starość chcielibyśmy z żoną wrócić do kraju... Chciałbym przynajmniej odwiedzić kraj, ale nie mam nikogo bliskiego w Polsce...". Dzieduszycki bez wahania zaoferował mu gościnę w swoim mieszkaniu we Wrocławiu. Maczek obawiał się jednak, że po przyjeździe do kraju mógłby zostać aresztowany: „Podobno każdego, kto stąd przyjeżdża do Polski, przesłuchują godzinami na UB i nakłaniają do współpracy, a jak się ktoś nie zgodzi, to albo wydalają, albo zamykają...".

Dzieduszycki, namawiając generała do wizyty w kraju, podkreślił, że jego obawy to wierutne kłamstwo: „Nikt w Polsce nikogo bez powodu nie zamyka, nikogo nie przesłuchują na UB, bo i już nie ma UB – to wszystko wroga nam propaganda, odstraszająca od kraju". Na zakończenie rozmowy Maczek raz jeszcze powiedział, że bardzo by chciał spędzić wraz z żoną urlop w Polsce, „ale to tylko marzenie, bo życie nie pozwoli mi stąd wyjechać". Po powrocie do kraju „Turgieniew", aby nie zrywać towarzyskiego kontaktu, przesłał Maczkowi życzenia świąteczne.

W raporcie dla wywiadu Dzieduszycki, podkreślając przyjazną atmosferę, jaka wytworzyła się po występach jego kabaretu, dodał, iż członkowie oddziału Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Glasgow zaprosili artystów na uroczystą kolację oraz zachęcali ich do powtórnego przyjazdu.

List premiera rządu PRL Mieczysława F. Rakowskiego

Ostatecznie 23 listopada 1971 roku rząd PRL uchylił haniebną uchwałę z 1946 roku o pozbawieniu obywatelstwa 75 oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie wstępujących do PKPiR (w tym gen. Maczka). Uchwała z 1971 roku nie została jednak opublikowana w „Dzienniku Ustaw" czy w „Monitorze Polskim". Generał, a właściwie „pan" Maczek (podobnie jak pozostali oficerowie) otrzymał jedynie zdawkowe pismo z Konsulatu PRL w Glasgow, zawiadamiające o anulowaniu uchwały o pozbawieniu obywatelstwa.

Początkowo w MSZ rozważano, by uchylenie uchwały z 1946 roku połączyć z pozbawieniem obywatelstwa polskiego kilku pracowników Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa (Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Wiktora Trościanki, Tadeusza Żenczykowskiego) oraz paryskiej „Kultury" (Jerzego Giedroycia, Juliusza Mieroszewskiego). Planowany przez MSZ projekt nigdy nie został jednak przyjęty.

Po latach, w lutym 1989 roku, premier PRL Mieczysław F. Rakowski zaprosił Maczka na obchody 50. rocznicy wybuchu II wojny światowej: „Pragnę pana zapewnić – pisał Rakowski – że rząd polski przyjmie pana z całym należnym szacunkiem, jak bohatera narodowego. Sądzę, że nie może pan mieć wątpliwości, jak przyjmą pana rodacy, społeczeństwo polskie, polski naród". Rakowski deklarował również chęć naprawienia krzywd wyrządzonych w przeszłości przez komunistyczne władze: „Ubolewam nad tym, jak oceniono wtedy pana, Panie Generale, i pańskich żołnierzy. Pomimo wielu krzywdzących ocen i decyzji ówczesnych polskich władz pozostał pan dla nas – moich rodaków – wzorem patrioty i żołnierza". List Rakowskiego przekazał redaktor Włodzimierz Krzyżanowski z „Przeglądu Tygodniowego", autor pierwszego wywiadu z generałem, opublikowanego w krajowej prasie.

Maczek nie odpowiedział na list premiera rządu PRL. Żona generała, po przeczytaniu listu, powiedziała Krzyżanowskiemu: „Szkoda, że aż pół wieku czekaliśmy na przeobrażenia w naszej ojczyźnie, które mogą zacząć satysfakcjonować ludzi pokroju mojego męża". Sam generał w oświadczeniu opublikowanym 2 marca 1989 roku na łamach „The Scotsman" stwierdził, że „List premiera PRL Rakowskiego z górą 40 lat spóźniony nie dał mi żadnej satysfakcji i zupełnie nie zmienił mego negatywnego stosunku do władz Polski Ludowej. Na tym kończę ten temat"."

http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/971175//3

zaloguj się by móc komentować



Maryla-Sztajer @boson 19 lutego 2018 14:04
19 lutego 2018 15:55

....:)....nie całkiem. Zgrabnie piszesz;).

Siedlecka wyrobiła sobie immunitet Kosińskim. Warto ją kontrolować. Już się do kar. Wyszyńskiego skradała.

.

 

zaloguj się by móc komentować

boson @boson
19 lutego 2018 17:25

ot.

Ola Rybińska pokazała Józefowi O. jak można poważnie mówić o polityce, chociaż sam zaczął fatalnie, poprzez : "...tę wpadkę, nieporozumienie, użycie złego terminu [jakoby przez MM]..."

https://www.youtube.com/watch?v=cyDuDHnwUhE

... ja już nie mam do niego zdrowia.

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować